Siedzę sobie i czekam na zakończenie kary, hm miałem się powściekać, ale po co, więc siedzę sobie i słucham Genesis albumu "Selling England by the pound" przypominam sobie jak w zawodówce spotykaliśmy się u Leszka Novaka ( w komunistycznych czasach mieć takie nie polskie nazwisko) Lesio jako jedyny miał magnetofon M2405s i "dojścia": do płyt, wtedy słuchaliśmy po raz pierwszy Genesis, to były czasy, słuchało się muzyki, szok, bez deseczki, patrząc na hipnotycznie obracające się szpule.
Leszek był bramkarzem na CHKS-ie, chodziliśmy na jego mecze dopingując je, choć potrafili przegrać z PTC-Pabianice nawet 30 do zera, wiem opowiadam Wam bzdury, ale może ktoś zechce na chwilę poczuć klimat tamtych lat, a inaczej nie potrafię, farmakologia działa jak błyskawica, tworzą się coraz to nowe połączenia, łączą się nowe synapsy, burza, normalnie burza, ach młodość, hard rock i dyskusje o UFO.
A samą relację z tej wycieczki pamiętam ze strony ŁKMK, chociaż ja pierwszy raz czytałem ją już później, chyba w 2007 lub 2008 roku. Kilkukrotnie pisałeś w wątku, że zbyt wiele czasu zmarnowałeś na modelarstwo, ale trochę tych wycieczek wtedy też odbyliście. Tak więc cech może jeszcze nie odkryłeś, ale co się najeździliście, to Wasze. To też są wspomnienia.
Takie małe Q & A, drogi Kolego, oczywiście jeździłem, ekipa była jaka była, ale była, każdy z nas inny ale staraliśmy się, pomagał nam w tym wybitnie, produkt narodowy, używając retoryki nierządu, niejednokrotnie podczas podróży ze słońcem mego życia, przejeżdżamy przez miasto, a ja wtrącam że tu byłem, "ładne jest miasto" ukochana moja, może i jest ja zazwyczaj byłem na stacji, w lokomotywowni, w ZNTK, miasta nie widziałem tyle co przez chwilę a i tak spojrzenie zmętniałe miałem, masz rację wspomnienia pozostaną, i w pewnym sensie żal że się to wszystko skończyło, chyba.
Strona klubowa była kiedyś jedynym miejscem jak teraz to forum, na którym jestem prześladowany za poglądy polityczne, niestety w pewnym momencie trochę umarła, potem na dobre, Michał dokonał cudu i sprawił że zmartwychwstała, ale tak jak do klubu tak i do strony nie mam dostępu, próbowałem się zalogować, starym nickiem, stworzyłem nowe konto, bezskutecznie, trudno tak musi być.
Z modelarstwem to jest tak, lansowałem pogląd że nie może być dobrym modelarzem ten co nie zna kolei, a sam tak robiłem, poznawałem kolej po łebkach, modelarstwo ewoluuje zmienia się, w pewnym sensie zanika, zmieniają się priorytety, potrzeby, to tez trzeba zaakceptować.
Fajne te relacje z archiwalnych wycieczek, wrzucaj więcej
Cieszę sie że się podobają, muszę się posiłkować starociami, nie zawsze o dużej wartości, wydawało się że nie dam się tej całej wrzawie związanej z zarazą, ale jednak, zima no nic nowego, ale mnie wkurza, różne obostrzenia, smutne wiadomości, a przede wszystkim, fakt iż codziennie w pracy mam do czynienia z dwoma rodzajami ludzi, tych bezinteresownie zawistnych nie wyliczam, to już norma w naszym narodzie, więc to są idioci lub super mądrale, nie ma miejsca dla średnich, normalnych, no jak to się mawia w pewnych kręgach, siada mi psyche, to pisanie to terapia, żeby nie iść i nie wrócić.
Kilka jeszcze znalazłem, znaczy relacji, znaczy zdjęcia a relację sobie dopiszę, nie zawsze pamiętając skąd i dlaczego, ale może ktoś się uśmiechnie, zaduma, może pomyśli o czymś przyjemnym.
Znalazłem kiedyś tekst, mówiący o tym kiedy człowiek jest stary, otóż wtedy gdy ma więcej wspomnień niż marzeń, chyba już jestem stary.
Zaczynamy od relacji, trochę dziwnej, bo nic w niej nie ma o celu podróży, ale jest, więc zobaczymy, jak będzie przyjęta.
11.06.2011 jedziemy do Rybnika, Andrzej C, Jarosław ale nie ten z W-wy, obecny v-ce klubu, Pękaty Grzesiek no i ja, migawki z podróży, mam wrażenie że tylko była podróż, brakuje zdjęć

może nie było nic interesującego na miejscu, a może ... .
Okolice góry Kamieńsk.
Zdjęcia trochę momentami nieostre bo podczas pędu samochodu przez szybę wykonane.
Miasteczko Śląskie staropolskim obyczajem stajemy na ciepłego psa, szyny cykam fotkę, ale sobie zrobiłem zdjęć, łojojoj, dureń.
Słup, nie nowy.
Hm.
Dojeżdżamy w okolice Gleiwitz, a tu zatrzęsienie starych samochodów, prezentuję tylko kilka zdjęć, może te spodobały mi się najbardziej.
Gromadzą się w okolicy masztu radiowego znanego każdemu, chyba z historii.
Niestety nie zwiedziliśmy budynku radiostacji, no bo trzeba jechać, to połaziliśmy i pojechaliśmy.
To bardziej relacja dla samochodziarzy niż kolejarzy jest.
Mój faworyt.
Stara ale jara.