Ten serwis używa "ciasteczek" (cookies). Korzystając z niego, wyrażasz zgodę na użycie plików cookies. Learn more.
Szanowny Użytkowniku, serwisy w domenie modelarstwo.info wykorzystują pliki cookie by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Moja wycieczka zaczyna się w nocy, gdy budzę się jak co dzień około czwartej, demony które mnie nawiedzają odbierają mi sen, spokój i trzeźwość rozumowania, rozmyślam, mam już pewność, że stwórca jest obecny tylko w dzień, i kieruje się tylko interesem, datki, uwielbienie, pokłony, moje demony są bezinteresowne kiedyś były ze mną w dzień teraz są i w nocy, nawet je lubię.
Za oknem ciemno, ale nad wschodem, nad Widzewem łuna słońca, Piotrek miał rację będzie piękna pogoda, a całą noc lało, Żabcia sama dziś do pracy, przed wyjściem mówi „uważajcie na siebie” najdroższa nieustannie, moja jaźń skupiona jest na uwadze, na trosce aby wrócić i samej Cię nie zostawić, ciągle aż ta uwaga staje się fizyczna i bolesna.
Wsiadam do autobusu linii 75 jadącego na stację/dworzec Łódź Widzew gdzie spotykamy się z Piotrkiem aby pojechać do Bełchowa, miał z nami tez jechać młodzieniec poznany podczas wycieczki do Kalisk Kujawskich,( możliwe że źle odmieniam tę nazwę) ale miał tego dnia egzamin, i dobrze niech się uczy póki ma czas i możliwość, potrzeba nam elit aby zastąpić tę ciemność która ogarnia nas teraz, otwartymi umysłami.
I jadę patrząc na żeńską część naszego społeczeństwa, w moim wieku przyjemnie popatrzeć na piękno, o ile się je spotka, a trudno jest, twarze już zaniebieszczone poświatą z deseczek, i tłuste uda wciśnięte z trudem w spodnie z super wytrzymałego materiału, tłuste, z pazurami jak szpony moich demonów i tępotą na twarzach, nie, nie jestem miły, nawet się nie staram, mówię i piszę jak jest.
Wsiada drobna dziewczyna, o nieustalonym wieku, są takie które mogą mieć piętnaście lat a równie dobrze trzydzieści, zgrabna, ładnie ubrana, bez tony kitu na twarzy, filigranowa jak japońskie porcelanowe laleczki, nie siada, stoi obok mnie, zatrzymuję oddech, mam wrażenie że zaraz przestanie istnieć, rozpłynie się jak bohaterowie filmów Marvela, przypomina mi moja pierwszą osobistą „narzeczoną”, zdaje się tak krucha że nawet sama myśl o niej może ją uszkodzić , wzdycha ciężko i wysiada, kurczy się z zimna, zapada się w ciepło wełnianego płaszczyka, ot początek dnia, jakie Ciebie piękna nieznajoma dręczą złe sny.
Widzew, wysiadam odrobinę oszołomiony, kupuję bilety dla nas, niezwykle uprzejma Pani kasjerka, okazuje się że można swoją niełatwą i nie zawsze przyjemną pracę wykonywać z uśmiechem, życzę jej wszystkiego co najlepsze może ją spotkać, życzę jej aby ją czarne ptaki omijały, tego już nie wypowiadam, bo rozglądam się za zdradzieckim czarnym cieniem, idę na peron, wieje ale nad miastem słońce, spali ich czarne skrzydła, nowy dzień.
Idzie Piotrek.
Pociągi czekają cierpliwie na swoją kolej.
I nadjeżdża nasz zwany "Pobrzeże" nim w świat pojedziemy, a celem naszym jest stacja Bełchów.
I jedziemy, w środku niemiłosiernie gorąco, obsługa trochę rozkojarzona, zajęta szukaniem drobnych, kogoś kto im rozmieni "grube" tak azjęta że aż nie starczyło jej czasu na poinformowanie pasażerów że nie dojedziemy na czas, radiowęzeł nieczynny, ekrany martwe i zabawa w drobne, gdybyśmy wiedzieli że się spóźnimy na prostej niedawno remontowanej trasie, poprosilibyśmy o zawiadomienie kogo trzeba że to my i chcemy się przesiąść w Skierniewicach, a tak wysiadamy z pociągu i widzimy odjeżdżający nasz do Kutna, cóż jako niedoszły filozof w jesieni życia powracam do niektórych nurtów filozofii, dziś bliski memu sercu jest stoicyzm, wydarzenie nie jest ani dobre ani złe, to my ubieramy je w formę, zamiast tego lepiej działać, od Pani w kasie uzyskuję wszelkie druki reklamacyjne i pieczęcie najważniejsze w tej chwili, wsiadamy do taksówki i po chwili jesteśmy w Bełchowie, wysiadamy na przejeździe obok nieczynnego już składu materiałów i toru na nim, używanego podczas budowy pobliskiej "autostrady".
W stronę stacji i sam plac.
Sam przejazd i jego okolice witają nas mnogością szyn, z cechami oczywiście.
Idziemy drogą po stronie budynku stacyjnego bacznie rozglądając się na boki w poszukiwaniu dalszych szyn.
Tym czasem przepusty i widok na nastawnię .
Nastawnia i szyny wokół i zaniepokojony Pan, pytający czemu tak chodzimy po przejeździe, przepraszam i tłumaczę, macha ręką i chowa się w środku.
Słupki jak widzicie betonowe, a między nimi nie rury czy pręty tylko szyny, takiego rozwiązania na makiecie jeszcze nie widzieliśmy, jako bonus na zdjęciu cecha tego dnia często spotykana w okolicy.
I dworzec z różnych perspektyw, więc będzie trochę więcej podobnych zdjęć.
Kilka detali architektonicznych które nas zachwyciły.
Uchwyt zegara.
Uchwyt lampy, bardzo podobny do znalezionego w Babach.
Dawna nazwa stacji Nieborów( dziś Bełchów) po rosyjsku, wczoraj czytałem w książce Pana Jerczyńskiego o podobnym naisie na stacji Karolew czyli dzisiejszej Kaliskiej Towarowej, Rosjanie wykonywali takie napisy z drewna, najczęściej dębowego, malowanego czarną farbą i przytwierdzali śrubami do ścian.
Napis na szczycie budynku i na frontonie wraz z datą budowy.
I dzisiejsza nazwa.
Oraz mała rzecz, jakże trafnie pokazująca podejście do wzornictwa i estetyki w dawnych czasach.
Zwykła klamka.
W barierkach ochronnych i w płotach pełno szyn, taki jak ta.
Idziemy wzdłuż płotu, po torach, czujni jak zawsze, niestety roślinność utrudnia odczytywanie cech, przechodzimy na druga stronę płotu i znów jestem podrapany, podobnie jak i Piotrek.
W międzyczasie raczymy się kondensatem witaminy C w płynie, choć myślę że od koronawirusa, groźniejszy jest "kolanowirus" nazwa zapożyczona twórcę proszę o wybaczenie, ten drugi dopiero sieje zniszczenia w psychice, tak na oko 90 kilka procent mieszkańców tej żyznej krainy nad Wisłą jest już zarażona, ale nie o tym mowa.
Jak stacja to i rosyjski patron ulicy.
Idziemy w "miasto" sporo ciekawych budynków, płoty, czasami kilka szyn, ale o tym w innym rozdziale, porzucona buda warsztatowego Stara.
Ule miejmy nadzieję że pszczoły dadzą radę sobie w tym nieprzyjaznym świecie, gdy ich braknie zacznie się koniec naszej cywilizacji, choć ten się już chyba zaczął.
Polski koloryt, szkoda tylko że na pokaz, a na co dzień nienawiść, zawiść, chamstwo i tysiąc innych plag polskich.
Lubię kapliczki, mam pokaźny zbiór ich zdjęć, jest to jakiś symbol naszego kraju, nadużywany jak każdy.
Pierwszy z dwóch pociągów które widzieliśmy, oczywiście towarowych.
Panorama ku pamięci.
Wracamy na stację, na podwórku jest jeszcze coś takiego, mógłby to być postument od studni, ale ta skrzynka elektryczna.
Powalone lub ścięte drzewo i drugi pociąg, najpierw ukryty, potem jak na wystawie.
Piotrek udał się do sklepu a ja na rampę obok nastawni sąsiadująca z ruinami huty.
Sporo szyn w płocie, sama rampa obwiedziona kątownikiem i coś co mogło być wspornikiem do zapory, też z szyny, cech nie stwierdzono, jeśli były czas i rdza je skutecznie ukryły.
Powoli kończy się nasz czas, wracamy podjeżdża ŁKA która rano nam uciekła.
Po chwili w Skierniewicach już byli i wsiedli do następnego pociągu.
I wszystko byłoby zwyczajnie gdyby nie to że wybraliśmy zły bilet, jakaś karta seniora, nawet ja się jeszcze nie łapię na nią, i sie zaczęło, sympatyczne dziewczęta z obsługi ŁKA Pani kierownik i praktykantka ledwie miesiąc pracująca, trudziły się kilkanaście minut jak odkręcić to cośmy zrobili bez straty dla nas, rodzinna prawie atmosfera, jakież inne podejście do pasażera, w takim przypadku gdy
Pani nam kasuje bilet, to nie jest zwykłe skasowanie zadrukowanej kartki papieru, ona skasowaniem sankcjonuje nasze istnienie w tym pociągu, bierze nas pod swoje skrzydła i opiekuje się nami, abyśmy po wejściu ze swoimi niepokojami, fobiami, lekami, spokojnie mogli dotrzeć do celu,
Rozumiecie to jak mistyczne doznanie, jesteś bezpieczny, jak przestraszone dziecko w rękach matki, niesamowite, chce mi się płakać, długo się nie może my rozstać z naszymi Paniami na Widzewie, a jeszcze w przejściu podziemnym spotykamy nasza znajomą ongiś konduktorkę dziś kierownik pociągu, zapuściła włosy, ale dalej jest taka dynamiczna, co za dzień, a do końca jeszcze tyle wydarzeń.
Nie rozstajemy się, korzystając z pięknej pogody zaliczamy bocznicę do Rolmaszu i górkę rozrządową na Widzewie, ale o tym także w innym dziale.
Dobremu człowiekowi który usunął dwie miniaturki, dziękuję serdecznie, czasami zdjęcie się ładuje i zacina, ponowne załadowanie idzie bez problemów, a efektem jest taka ikonka.
Więcej cierpliwości, a jak się już zdarzy, to trzeba usunąć powtarzające się zdjęcia z listy na dole, tam, gdzie jest wybór, czy fotka ma się załadować w pełnej wielkości, czy jako miniatura. Jeżeli nie dokona się wyboru, to zdjęcie ukaże się na końcu wpisu jako miniaturka w ramce z opisem (nazwa i rozmiar zdjęcia).
Nie mogłem usunąć, pasek postępu ładowania stanął i okienko "anuluj" nie działało, obawiam się że coś złego dzieje się z moim komputerem.
A ciepliwosci nigdy za dużo, ale łatwo powiedzieć, trudiej być cierpliwym.
Wkurzył mnie artykuł na Onecie o przyznaniu tej kłamliwej instytucji jaką jest TVPis takiej kasy, całe szczęście że jedziemy dziś z Piotrekim i Przemkiem Alpinistą na wycieczkę, za kilkanaście minut ruszamy, tam gdzie każdy szanujący się fan kolei powinien choć raz być, czyli do ...... .
Odpoczniemy sobie trochę, pooddychamy "świeżym" zrelaksujemy się w słonku, które może na chwilę się pojawi, w zasadzie martwi mnie tylko prognoza pogody, ale tylko ze względu na moich kolegów, ja od dawna nie zwracam na takie pierdoły uwagi.
Chyba zbliża się wiosna, ptaki za oknem śpiewają jakoś tak sielsko, tyle że ciemno, jeszcze.
No i wróciliśmy, zmoknięci, zmarznięci ale szczęśliwi.
Jutro kilka słów i zdjęć dziś nie dam rady, bo mamy psicę dzieci w domu i absorbuje nas nieustannie.
Ja zwykle będzie smucenie i kiepskiej jakości zdjęcia.
Skoro świat wychodzę i docieram do stacji benzynowej na której umówiliśmy się z Przemkiem, zastaję go odbierającego dwa hot-dogi, pytam czy zje dwa, nie drugi ma dla bezdomnego który stoi na zewnątrz, to cały Przemek, jedno wielkie chodzące serce, gdyby było więcej takich ludzi, świat zdałby się lepszy.
Podejmujemy Piotrka z punktu poboru Piotrków i gnamy co sił do Wolsztyna, droga przebiega bezkonfliktowo o ile nie liczyć coraz większych opłat na bramkach czegoś co się nazywa autostradą a nawet obok niej nie leżało, bagatela, jesteśmy w Szreniawie bo tak nas przeznaczenie pognało, idziemy do Muzeum Rolnictwa, dziesięć minut do otwarcia, wstęp w sobotę za free, hura, penetrujemy okolice stacji, próżno szukać szyn w płotach, szlakowe też nowe.
Dla tych którzy nigdy tu nie byli budynek stacyjny i niekolejowy element każdej starej stacji.
Idziemy do muzeum, tu ogromne wyrazy wdzięczności dla całego personelu za życzliwość i fachowe porady, Panie biegały coby otworzyć wszystkie ekspozycje, i pozwoliły nam wleźć za ogrodzenie w poszukiwaniu cech na szynach, a My wpadliśmy tylko na chwilę jak po ogień, bo po dziesiątej musieliśmy być w Stęszewie, tam postanowiliśmy rozpocząć nasza pogoń za pociągiem, w sobotę rozkład dość ubogi, a nie mogliśmy przyjechać w piątek, trudno.
Jedyna szyna z cechą jaką znalazł Przemo, a ma o wiele lepsze oczy niż my z Piotrkiem, widać tylko rok.
Prawda że ta dziewiątka wygląda jak ósemka.
Samoloty.
Gdyby ten aerojet wszedł do produkcji mielibyśmy lepiej wyposażone rolnictwo niż współczesna armia.
Samochody i powozy, to wszystko tak na zachętę, polecam wizytę w tym muzeum zwłaszcza posiadającym małe dzieci, no i latem oczywiście.
LandTarpanExplorer
Podobno prototyp wykonany z gipsu, nie sprawdzaliśmy.
Poczciwy Lublin i sala powozów dla miłośników dawnych czasów.
Niebawem święta.
Włochate ćwierkające kuleczki.
I pamiątkowy konterfekt naszej ekipy, swoją drogą powinny być stacjonarne statywy dla chętnych do takich zdjęć, w każdym ciekawym miejscu.
Stęszew.
Gdyby nie biletomat i toy toy, było by prawie jak dawniej, choć wiele się zmieniło.
Jednak nie tylko Dworcow budował ulice, także Składow.
Rampa i kozioł oporowy.
Cechy jeśli nawet tam były rdza i mech skutecznie je ukryły przed naszymi oczętami, z rampą tez wiąże się niemiła przygoda, Przemo próbując odczytać cechę ześlizgnął się z mokrej i omszonej skarpy betonowej, w jednej chwili gdy mijał stojącą na sztorc szynę stanęło mi serce, znacie to uczucie gdy coś musi się stać a Wy możecie być tylko biernym obserwatorem, k...a momentalnie spociłem się ze strachu, choć na zewnątrz raptem 4 stopnie i deszcz, całe szczęście skończyło się na obtarciu dłoni.
W kilku miejscach były szyny , ale bez cech.
Taki widok.
Przed dworcem stare i nowe.
Piotrek wraca ze sklepu skończyły się nam środki przeciwwirusowe, jedziemy na koniec placu ładunkowego, łapać pociąg na wjeździe.
Wieża ciśnień w prywatnych rękach, urocza galeryjka, a może to latarnia już nie morska lecz jeziorowa.
Budynek pompowni.
I jezioro Lipno.
Jest.
Na tym, autochtona zobaczyłem dopiero w domu, mają pociągi pod nosem a ciągle wyłażą oglądać, nie wycinam bo to też element wystroju.
W peronach.
Zaczyna się nierówna walka z czasem, ruch duży a pociąg jedzie dość szybko, raz nam uciekł, ale po kolei.
Zaliczam się do gatunku GG, czyli jestem geograficznym gamoniem, dlatego oglądajcie zdjęcia i nie pytajcie gdzie to, bo nie zarejestrowałem tego.
I pojechał, czyż to nie jest magiczny widok, parowóz, zielone wagony, z daleka nie widać tego niefortunnego napisu na nich,jak za dawnych lat.
W okolicach Grodziska Wlkp.
Znana miłośnikom pary miejscówka z wiaduktem w lesie, jakaś inna jak nam się zdawało, no pewnie, poległo mnóstwo drzew i pustawo trochę się zrobiło.
Dla porównania zdjęcie zrobione przez moją Ewcię w 2017 roku.
I znów odjechał
A to gdzieś w lesie w ostatniej chwili.
I na wjeździe do Wolsztyna.
Pt47, podobno ma w przyszłym tygodniu zastąpić "oelkę"
Zdjęcia jakich setki w internecie, ale jak inaczej.
Ja pszczoły do miodu.
Zapłaciliśmy za bilety, bo mamy świadomość iż to nasz drobny wkład w istnienie tej instytucji, ale wspomniana raczej nie wychodzi do zwiedzających z pomocną dłonią, ba wręcz się od niego odcina nie otwierając w sobotę izby pamięci, myśmy z Piotrkiem ją odwiedzali wielokrotnie, ale Przemo nie.
Przemek zafascynowany krąży wokół parowozu, my idziemy szukać cech na szynach w miejscach gdzie "normalny" widz się nie zapuszcza, bo może sobie uwalać rurki i szmaciane mokasynki w smarze.
To znacie, byliśmy w piwnicy pod budynkiem, ale wyszliśmy aby nie zakłócać miru domowego bezdomnych.
Znaleźliśmy mnóstwo cech na szynach, ale nie tych malowanych na obrotnicy, ale o tym w innym miejscu i czasie.
Nie poszliśmy na stację, nie było czasu.
Zbieramy się do drugiej części gonitwy w drodze do domu.
O tym wieczorem.
Stoi taki też w Muzeum Lotnictwa w Krakowie. I branżowa plotka głosi, że jak wróciły z wypożyczenia w ZSRR, to strach było sypać nimi "normalne" nawozy.
Ja Cie krece! Dopiero teraz wypatrzylem... Neony! Ciekawe czy jeszcze lampy dzialaja. A swoja droga to unikalna sprawa, moze warto by zainteresowac podmioty zbierajace stare neony. Sa dwa zbiory w Warszawie i Wroclawiu: Muzeum Neonow w Warszawie Wroclawskie Neony
Status
Zamknięty, nie możesz umieszczać tu nowych wpisów.