Kolega FENIX poruszył istotną kwestię, której warto tu, na forum, poświęcić ciut miejsca. Nie jestem historykiem gospodarki PRL, ale skoro Zachód był uprzejmy wprowadzać przeróżne embarga na wyroby z Bloku Wschodniego, w tym z PRL (czytaj: były to de facto akty wojny ładnie określanej mianem ekonomicznej), a COCOM ograniczał dostęp do nowoczesnych technologii, to gdzie miała cała produkcja tego obozu lądować? Nie przeczę, że miały miejsce ekscesy z celowym demolowaniem statków przez Rosjan, które wracały potem do polskich stoczni na naprawy gwarancyjne, ale jeśli wszelkie eksportowane przez PRL towary do k.d.l. miałyby zostać w naszym kraju, to kto i za co by je kupił, jeśli od lat 70. XX w. trwał poważny kryzys, a około roku 1980-81 PRL tak na prawdę bankrutuje, co określano mianem "zawieszenia obsługi zadłużenia zagranicznego"? To nie tylko były szeroko pojęte dobra konsumpcyjne, ale urządzenia i maszyny, których odbiorcą mogłaby być jedynie ta większa gospodarka, a nie ówczesny small business. A to wszystko "wywaliło", bo albo towarzysze zawiedli, stracili oparcie w Moskwie, albo zostali przeciągnięci na drugą stronę, po czym nastąpiło rozszabrowanie tego, co zostało, a było jeszcze użyteczne.
Dla przykładu, gdy Polska Ludowa opowiedziała się w czerwcu 1967 r. przeciwko agresji Izraela na sąsiednie kraje arabskie, to natychmiast skutkowało to embargiem na polskie produkty, więc na stacjach granicznych na południu kraju stały pociągi towarowe z polskimi wyrobami, których Zachód nie chciał kupić... co dokumentują zachowane akta bezpieki. Podobnie musiało być na innych stacjach granicznych.