To nawet nie kolej na ziemi łódzkiej to jej powolne znikanie, wyszedłem z domu bo jeszcze chwila i kolejne radyjko (tv nie posiadamy) podzieliło by los poprzednich i poleciało by przez balkon na wycieczkę, reklamy i świąteczne piosenki nawet taką ostoję spokoju jak ja mogą doprowadzić do szału.
Dawno temu często bywałem na Fabrycznej, jechałem sobie tramwajem, miałem wtedy migawkę (pewnie nie wszyscy wiedza co to) na ul.Kopcińskiego wysiadałem i schodziłem na dół na ul.Tuwima, potem prawie niezmienioną ścieżką dochodziłem do torów i w lewo na "Fabrykę".
Ona ta ścieżka.
I szło się nie niepokojonym przez nikogo i stawiało się prawa nogę potem znów lewą i pochłaniało metry, dziesiątki, setki, tysiące, i błękitne oczy jeszcze nie wyblakłe tak i bardziej ciekawe i one widziały a aparat rejestrował.
Powolne przyrody zwyciężanie, powolne odchodzenie w niebyt w niepamięć, znikanie.
I dziś w ten mroźny dzień mniej więcej to samo miejsce w oddali wiadukt na Kopcińskiego i słup wyższego napięcia i budynek, jeno drzewo urosło a i perspektywa się zmieniła bo niżej jest grunt ta nasza matka ziemia, ech łza w oku, w sercu żal.
I tak sobie na tej pustej jezdni stoję bo nic i nikt nie jedzie, a tu cichcem z ul.Wierzbowej coś podjeżdża, no radio i wóz, no myślę, udany dzien (zniknely mi wlasnie polskie znaki) ale koncze, puscili nie zakuli w dyby, kazali tylko uwazac, sa jeszcze normalni ludzie w tym kraju.