Chyba nikt nie napisał o jednym z najfajniejszych "streamlinowanych" parowozów amerykańskich - "Hiawatha" kolei Milwaukee. Były dwie serie takich lokomotyw - pierwsza z układem osi 2-2-1 i kolejna z układem osi 2-3-2. Ta większa planowo ciągnęła ciężkie pociągi pasażerskie (ponad 600 ton) na odcinku Portage - Sparta (Wisconsin) trasy Chicago - Minneapolis z rozkładową prędkością 81 mph (130 km/h), a nieraz przekraczała 100 mph (160 km/h) - ponoć odnotowano również szybsze przejazdy (m.in. maksymalną prędkość 125 mph, czyli 200 km/h i utrzymywanie 120 mph [190 km/h] na przestrzeni 7 km, wszystko podczas planowej jazdy z pasażerami). Może to nie były rekordy rekordów, ale jakby nie patrzeć te 80 mph to był podówczas największa na świecie rozkładowa prędkość parowego pociagu pasażerskiego. Handlowa prędkość ekspresów Hiawatha wynosiła około 60 mph (100 km/h) - to i tak niezły wynik.
Nawiasem mówiąc, wiele amerykańskich streamlinerów to efekt wojny, przez którą zatrzymany został rozwój trakcji spalinowej na kolejach US. Wtedy nadszedł ostatni czas chwały parowozów. Więcej o rekordach prędkości można poczytać tu:
http://www.germansteam.co.uk/FastestLoco/fastestloco.html
A co do Pm36 - to ja raczej jestem zwolennikiem tezy, że był to parowóz "polityczny" - niepraktyczny, ale prestiżowy. Coś jak dziś Pendolino czy KDP - mrzonka. Ani nie byl to parowóz zanadto zaawansowany technicznie, ani zbyt udany. Owszem, miał wyjątkowo piękną (na tle innych parowozów tego typu w Europie) otulinę, za co został nagrodzony na wystawie w Paryżu. Dowód, że mieliśmy świetnych designerów. I w zasadzie tyle.