Pięknie napisane ale pozwolisz. że opowiem Ci jak to w praktyce wygląda.
Jakoś w zeszłym roku jedyny dysk, na którym cała ta moja kwitologia sobie egzystowała wykonał był w sposób gwałtowny stójkę w zwisie i odmówił dalszej współpracy.
Zdarza się.
Na szczęście naprawa zamknęła się kwotą w sumie dość niewielką, a mogła zamknąć się o zero na końcu większą. Niewiele myśląc kupiłem, już tym razem dwa dyski.
W sumie wyszedł tałzen.
A potem jeszcze dwa dni zgrywałem te gigabajty danych.
Zdarza się.
Od pewnego czasu zastanawiam się jaki jest kurs tej
żeby mi starczyło do pierwszego albo na bilet do Bydgoszczy.
A dziś doszedłem do wniosku, że ta
oznacza w sumie ciężkiego frajera, któremu wystarczy dać na flaszkę i ma wyskakiwać z kwitów z prędkością światła albo zabrać co tam wziął i skopiował i niespecjalnie pytając o zdanie zapodawać jako swoje.
Szczerze powiedziawszy mam ochotę skasować wszystko co w swym bezdennym frajerstwie rozdałem, dyski wyrzucić przez okno i zająć się czymś innym. O doproszeniu się kogokolwiek o użyczenie jakichkolwiek kwitów do skopiowania to nawet nie będę wspominał, bo uznałem, że ci ludzie po prostu muszę umrzeć bo wcześniej nikomu nic nie dadzą, nawet przypadkiem czy przez pomyłkę więc z napraszaniem się skończyłem jakiś czas temu.
Fotografowanie ptaków wydaje się dobrym rozwiązaniem .... hehehe
Bądźcie zdrowi.
Jarek