• Ten serwis używa "ciasteczek" (cookies). Korzystając z niego, wyrażasz zgodę na użycie plików cookies. Learn more.
  • Szanowny Użytkowniku, serwisy w domenie modelarstwo.info wykorzystują pliki cookie by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Wieś tańczy, wieś śpiewa!

OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#43
Heniek: [do mnie] „Co tam?”
Ja: „Nic.”
Stefan: „Jak nic, jak coś.”
Ja: „Nic. Nic mi się nie chce.” [mam zamknięte oczy, więc tylko się domyślam, że chłopaki wymieniają między sobą zaskoczone spojrzenia]
Wiesiek: „No to nie róbmy nic.”
Heniek: „Nie wypada. Internautowie z forum patrzą.”
Stefan: „Jeszcze mi powiedz, że seria „Przegląd sprzętu rolniczego w skali 1:87” cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.”
Wiesiek: „Zawsze możemy się napić.”
Ja: [zapada długa, podejrzana cisza, więc otwieram jedno oko i widzę, jak patrzą na mnie pytająco. Zamykam oko i wzruszam obojętnie ramionami]
Wiesiek: „Ooo, to niedobrze…”
Heniek: [przyciszonym głosem, więc się domyślam, że słowa nie są przeznaczone dla mnie] „To zróbmy coś dzisiaj sami.”
Wiesiek: „To jest myśl!”
Stefan: „Ale co? Nie mamy gadane.”
Wiesiek: „Coś łatwego.”
Ja: [wtrącam się bez otwierania oczu] „Borgward.”
Heniek: „Co?”
Ja: [nie powtarzam, nie chce mi się…]

01.jpg


[jakiś czas później]

Wiesiek: „Kto zaczyna?”
Heniek: „Stefan. I nie ma dyskusji.”
Stefan: „Nie, nie! Na razie to mi się litery plączą przed oczami. Ty zacznij.”
Heniek: [wzdycha ciężko] „Firma Borgward powstała… yyy… powiedzmy, że w 1928, [ociera czoło, które dość gwałtownie się skropliło], a przestała istnieć w… yyy… na początku lat 60-tych. Dobra, kolej następnego.” [ciężko dyszy]

02.jpg


Stefan: „Dzięki swojemu założycielowi Carlowi Borgwardowi w firmie działo się i dobrze, i źle. Z jednej strony była innowacyjna, stosując na przykład pneumatyczne zawieszenie czy automatyczne skrzynie biegów. Z drugiej strony (okres powojenny) zawodziła jakościowo, a przede wszystkim była źle prowadzona finansowo. Bo tak naprawdę w jednym „koncernie” funkcjonowały cztery marki, ale nie na wzór dzisiejszy, gdzie z powodów kosztowych używa się tych samych rozwiązań lub wręcz części i elementów, lecz każda na własny rachunek. Spowodowało to, iż jak na możliwości produkcyjne, zyski były bardzo małe.”
Heniek: [do Wieśka] „Ale mu idzie {autocenzura}!”

03.jpg


Stefan: „Nie wchodząc w szczegóły, z dzisiejszej perspektywy można przyjąć, że upadek Borgwarda był elementem nieczystych zagrywek konkurencji, przede wszystkim BMW, które w 1959 r. prawie zbankrutowało (był plan sprzedania BMW… Mercedesowi!). [uspokaja oddech i zwraca się do Wieśka] Przejdźmy wreszcie do rolnictwa.”
Wiesiek: „Yyy… No to tak… ten tego… Za dużo to nie ma co opowiadać.”
Stefan: „Dawaj co masz!”
Wiesiek: „Yyy… W latach 50-tych powstały trzy prototypy. Nie można powiedzieć, czy wszystkie pochodziły z jednego rocznika, czy z różnych lat. Jedna informacja mówi o ciągnikach z 1955 r., a inna o aukcji internetowej w USA w 2012 r., gdzie miał się pojawić egzemplarz z 1957 r. W Niemczech w zeszłym roku powstała replika, o ile można tak nazwać pojazd zbudowany na podstawie dwóch zdjęć. Jedno prezentuję poniżej.”

08.jpg


Heniek: „Brawo, Wiesiu!”
Wiesiek: „Yyyy… dziękuję. Replikę zbudował obecnie 76-letni człowiek poruszający się od kilkunastu lat na wózku inwalidzkim po wypadku (szacunek!). Ten fan marki Borgward już wcześniej odrestaurował kilka aut z rombem na przedzie. [ale nie chodzi o Reno? Tak się tylko upewniam – Heniek] Jak sam mówił, nie ma żadnej dokumentacji, więc „środek” starał się stworzyć z typowych dla producenta elementów.”
Stefan: „A wiadomo coś, dlaczego nic z tego nie wyszło?”

04.jpg


Wiesiek: [patrzy w notatki] „Yyy… tak… Duża konkurencja, brak sieci serwisowej i dealerskiej spowodowały, że zrezygnowano z pomysłu. Ponoć wszystkich trzech prototypów używano później w fabryce ciężarówek do przewozu części i materiałów. Ale nikt nie wie, co się z nimi stało.”
Stefan: „Coś o kolorach wiadomo? Bo NPE wypuściło pomarańczowy i taki niebieskawy, a Schuco w większej skali jasny zielony.”
Wiesiek: „Yyy… Nie, nic o kolorach nie wiadomo. Model z Schuco ma identyczne barwy jak replika 1:1, więc możliwe, że się na nim opierali. Yyy… To wszystko. Dziękuję.”

05.jpg


Stefan: „No Wiesiu, świetna robota!”
Heniek: „Brawo!” [klaszcze w ręce jak kilkulatek]
Stefan: „Spodziewałem się, że się spiszesz, więc przygotowałem dla ciebie nagrodę. Proszę, tu masz dwie flaszeczki…
Heniek: [przestaje bić brawo, a jego postać powoli wypełnia zazdrość]
Stefan: „… ale teraz nie otwieraj, tylko weź do domu i wypij nasze zdrowie. No, bierz i do domku!” [klepie Wieśka w plecy, równocześnie nakierowując go na drzwi]
Wiesiek: [z zachwytem w oczach idzie tam, gdzie mu kazano]
Stefan: [gdy Wiesiek opuszcza szopę, zwraca się do Heńka] „Już, już, bo mi tu zaraz focha strzelisz! Jak się dowiesz, co było w butelkach, to od razu ci przejdzie.”
Heniek: „A… a co było?”
Stefan: „Sok malinowy mojej Starej i oranżada – moja pierwsza próba, cholernie mocno nagazowana. Jak weźmie haustem, to mu nosem pójdzie.” [śmieje się na głos]
Heniek: „Czym weźmie?”
Stefan: [przestaje się śmiać] „Chodźmy do domu.”
Heniek: „A co z nim?” [domyślam się, że na mnie wskazują]
Stefan: „Nic mu nie będzie. Jak mu się zachce, to sam ruszy cztery litery. Nocny chłód potrafi być bardzo motywujący.”

06.jpg


Post scriptum.

Zachciało mi się szybciej, niż sam sądziłem. Bo wyprowadziłem na spacer rodzinkę Borgwarda: ciężarówkę, autobus, traktora, furgonetkę i osobówkę.

07.jpg
 
OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#44
Opowiem historię jak z kawału.

To było kilka lat temu. W niedzielne wczesne popołudnie tradycyjnie spotkaliśmy się w knajpie na browarka. Heniek akurat wrócił z sumy. Z podbitym okiem. No to pytamy się, co się stało. A on na to, że jak po kazaniu trzeba było wstać, to babce przed nim – takiej wiecie, fest babce - kiecka weszła w pośladki. Chciał być uczynny to wyciągnął swoją niezgrabną łapę i jej te kieckę wyciągnął. Ona się tylko obejrzała i jak mu nie lutnie!...
Tydzień później tradycyjnie popijamy zimne piwko w karczmie, czekając na Heńka. Gdy ten pojawił się w drzwiach, okazało się, że ma podbite drugie oko. No to my go dopadli i dawaj męczyć, żeby szybko tłumaczył, co tym razem się stało. Czy popełnił ten sam błąd, co wcześniej?
Heniek znów siedział za tą fest babką. I oczywiście jak wstali po kazaniu to materiał kiecki znów wlazł jej między pośladki. Uczynny Heniek w naturalnym odruchu wyciągnął materiał. I wtedy go olśniło! Mózg załapał, co było tydzień wcześniej! Więc żeby uniknąć powtórzenia sytuacji, Heniu swoją niezgrabną łapą wcisnął materiał z powrotem w duże ciało pani przed nim. Tym razem dostał w drugie oko…

Mimo fioletowych obwódek, oczy Heńkowi się uśmiechały na myśl o fest babce. „Co to za sztuka była…” – mówił rozmarzonym głosem. „Chyba sztuka mięsa” – złośliwie komentował Stefan.
A mnie wtedy olśniło. Sztuka… Sztuka! Tak jest! Zróbmy sztukę! Taką artystyczną! I połączmy nasze fascynacje! Sztuka… Artystyczna… Fotografia?... Fotografia artystyczna!

Ja: „(…) Playboy wypuszcza kalendarze z plejmejt, a Pirelli robi słynny kalendarz „artystyczny”, którego normalnie nie można kupić. A więc my zrobimy swój. Będą traktorki, będą babeczki – wszystko, co lubimy!”
Wiesiek: „A flaszeczki?”
Ja: [wzdycham, jak tu wybrnąć, żeby nie zniechęcić kolegi] „Za rok Wiesiu.”
Wiesiek: [pokazuje uniesiony kciuk w górę oraz szeroki uśmiech z jednym ubytkiem]
Heniek: „Ale kto nam zrobi zdjęcia?”
Stefan: „A sami nie możemy? Traktorki strzelamy jak leci.”
Ja: „No, do poziomu artystycznego to nam chyba jednak daleko.”
Heniek: „Może i sami możemy, ale co innego robić fotkę maszynie, a co innego gołej dziewczynie. Dam głowę, że żadne nam nie wyjdzie ostre.”
Stefan: [kiwa ze zrozumieniem] „Przyznaję rację! Musimy kogoś znaleźć do tej roboty. Jakiegoś fachowca.”
Wiesiek: „Profesjonalistę się mówi.”
Ja: „Ale ja już znalazłem. Zdjęcia będzie robił pan Roman. Rekomendacje? W całej gminie obskakuje wszystkie chrzciny, wesela i pogrzeby. Także wiecie, fachura.”
Wiesiek: „Aaa, znam, znam. Na imprezie najpierw „pan Roman”, potem „Romek”, a jak da w dynię to „Romeczek”. Wtedy fotki ma z poziomu leżącego. Jak mu się samowyzwalacz włączy na zdjęcia seryjne to i można zobaczyć, która przyjaciółka panny młodej majtek nie założyła.” [śmieje się do rozpuku zapewne na wspomnienie takiego zdjęcia].
Stefan: „Chyba zapomnieliśmy o największym problemie. Jak znaleźć… [szuka odpowiedniego słowa, aż nagle twarz mu jaśnieje, bo je znalazł] modelkę?!”
Ja: „A mnie się wydaje, że to najmniejszy problem. Wymyślimy jakiś tekst, opiszemy nasz pomysł jak… O! Jak jakąś przygodę! Dziewczyny są odważne. Zobaczysz, przylecą jak pszczółki do miodu, żeby tylko wdziękami kręcić przed obiektywem.”
Heniek: „Czekaj, to może poproszę księdza, żeby dodał to w czasie mszy do ogłoszeń parafialnych? ”
Stefan: [tylko kręci głową z uśmiechem zażenowania]
Ja: „Heniu, zostawmy to profesjonaliście. Pan Roman na pewno będzie wiedział, jak zorganizować… [patrzę na Stefana porozumiewawczo] modelki.”
Stefan: „No, to role wyznaczone, Heniek i Wiesiek pucują traktora, a my zajmiemy się resztą.”
Heniek: [prowadzi wewnętrzną walkę: wypucować traktora czy zaprotestować przeciwko kapitalistycznemu podziałowi obowiązków]
Wiesiek: [beznamiętnie rusza do wyjścia, bo wie, że po dobrze zrobionej robocie dostanie od Stefana nagrodę]


[jakiś czas później]


2019-01.jpg
 
OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#45
Dawno temu Stefan poznał swoją Starą na cudzym weselu, gdy po pijaku zamiast trafić w gębę szwagra, którego od zawsze nie znosił, złamał nos pewnej dziewczynie – jak się okazało swojej przyszłej żonie. Przypadek? Nie sądzę.
Trochę lat minęło, gdy Heniek został ojcem, bo jego Stara źle przeliczyła kalendarzyk (dwie kartki się skleiły). Przypadek? Nie sądzę.
A Wiesiek… Wiesiek jest sam jak jeden przypadek, co oznacza, że jego wyjątek tylko potwierdza regułę.

20190120_173209.jpg
20190120_173221.jpg

20190120_173232.jpg


Więc gdy ostatecznie okazało się, że w naszej szopie parkują aż cztery Deutze D6006, w pierwszej chwili pomyślałem, że to ot - taki przypadek. Przypadek? Nie sądzę! To musiało być przeznaczenie!
Stefan do dziś ma inne zdanie, a określa je słowem „przegięcie”.

20190120_173335.jpg

20190120_173319.jpg

20190120_173306.jpg


Już w serii 05 (w oznaczeniach poznać po 4-cyfrowej nazwie modelu z „05” na końcu) Deutz postanowił przyciąć koszty wytwarzania swoich maszyn i mocno postawił na standaryzację i ujednolicanie czego się da (objęło to m.in. niektóre elementy karoserii, baki w mniejszych ciągnikach, błotniki).

Seria 06 (w nazwie 4- i 5-cyfrowych oznaczeń modeli z „06” na końcu) kontynuowała ten proces, korzystając z budowy modułowej. Podczas swego istnienia od końca lat 60-tych do początku 80-tych seria objęła swoim zasięgiem ponad 20 modeli w zakresie mocy silników od 20 do 160 KM.

20190120_173357.jpg
20190120_173412.jpg


Trend w dizajnie sprawił, że okrągłe przody maszyn serii 05 wraz z następcami z serii 06 nabrały kantów, a rynek domagający się mocniejszych silników - iż 2-cylindrowe jednostki Deutz powoli acz systematycznie zaczął zastępować 4-cylindrowymi w większych maszynach, a w największych montował nawet 6-cylindrowe.

20190120_173449.jpg
20190120_173503.jpg


Miniaturę wypuścił Preiser, którego bardzo lubimy (szkoda, że dawno temu odpuścili sobie temat pojazdów i maszyn roniczych). Według producenta modelu to Deutz D6206, ale nie pasuje tu kolor (tę kwestię omówimy w kolejnym odcinku serii „Przegląd sprzętu rolniczego w skali 1:87”). My postawiliśmy na D6006.

Stefan: „Dodajmy, że można się nie zgadzać z naszą decyzją.”
Heniek: „A dlaczego?”
Ja: „Bo jesteśmy grzeczni, kulturalni, tolerancyjni i szanujemy cudze zdanie.”
Stefan: „Zapomniałem dodać, że można się nie zgadzać z naszą decyzją pod pewnym warunkiem.”
Heniek, Wiesiek i ja: „Jakim?”
Stefan: „Że ktoś nie napisze tego w naszym wątku!” [i wybucha złośliwym śmiechem]

20190120_173642.jpg
20190120_173701.jpg



D6006 produkowano od 1968 do 1974 r. Okazał się sukcesem. Sprzedano ponad 10 tysięcy sztuk.
Dysponował 4-cylindrową, chłodzoną powietrzem jednostką własnej produkcji o pojemności 3,7 litra i mocy 62 KM. Do 1972 r. skrzynia biegów posiadała 9 przełożen w przód i 3 wsteczne, a następnie montowano zmodernizowane urządzenie z 12 biegami w przód i 4 wstecznymi. Pierwotnie instalowano bak na 70 litrów paliwa, następnie zwiększono go do pojemności 92 litrów. Pojazd ważył ok. 2,6 tony i mógł się rozpędzić do ok. 29 km/h. Wersja z napędem na wszystkie koła była dostępna przez ostatnie trzy lata produkcji. Przednią oś dostarczał ZF, a waga ciągnika wzrosła do ponad 3 ton.
W opcjach przy zakupie było całkiem sporo dodatków, m.in. różne kabiny (ze stałym lub materiałowym dachem Fritzmeiera – patrz model na zdjęciach).

20190120_173730.jpg
20190120_173755.jpg



Heniek: „A ten znaczek z przodu to wygląda jak od Magirusa.”
Stefan: „Prawidłowo. Bo jeszcze przed II Wojną Światową Deutz przejął Magirusa i przyjął jego logo.”
Wiesiek: „To jakaś rakieta jest?”
Ja: „Nie. To stylizowane M od Magirusa, ale wpleciona w nie jest symbolicznie wieża katedry z Ulm, miejscowości, skąd pochodził producent m.in. ciężarówek. Na marginesie – ta katedra protestancka jest najwyższym budynkiem sakralnym na świecie.”
Stefan: „A nie ten kościół w Barcelonie?”
Ja: „Mówimy tu o skończonych obiektach. Gdy Sagrada Familia, o której wspomniałeś, będzie gotowa, to tak, ona będzie najwyższa. Katedra z Ulm ma 161,5 m., kościół w Barcelonie będzie miał ok. 170 m.”
Heniek: „Czyli Deutz jest z Ulm?”
Ja: „Nie, z Koloni.”
Wiesiek: „{autocenzura}, to ja już nic nie rozumiem…”
Stefan: „Czekaj, to ja go dobiję! Uwaga, podaję nazwę producenta traktorów Deutz z czasów, które dziś prezentujemy w miniaturach: Klöckner-Humboldt-Deutz.” [i znów się śmieje złośliwie]
Ja: „W skrócie KHD.”
Heniek: [łapie się za głowę]
Wiesiek: [łapie się za flaszkę]

20190120_173922.jpg


Deutz seria 06 – koniec części I
 
OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#46
Deutz seria 06 – część II, ostatnia (niekoniecznie)

Dawno temu Stefan poznał swoją Starą na cudzym weselu, gdy po pijaku zamiast trafić w gębę szwagra, którego od zawsze nie znosił, złamał nos pewnej dziewczynie – jak się okazało swojej przyszłej żonie. Przypadek? Nie sądzę.
A więc przeznaczenie? To jak się ma do tego fakt, że ta pewna dziewczyna też była nawalona i zza pleców szwagra Stefana przygotowywała się, by go pacnąć prawym sierpowym?

Trochę lat minęło, gdy Heniek został ojcem, bo jego Stara źle przeliczyła kalendarzyk (dwie kartki się skleiły). Przypadek? Nie sądzę.
Czy aby na pewno przeznaczenie? Cóż rzekłby na to Heniek, dowiadując się, iż jego Stara specjalnie pominęła jedną stronę kalendarzyka?

A Wiesiek… Wiesiek jest sam jak jeden przypadek, co oznacza, że jego wyjątek tylko potwierdza regułę.
Oszukać przeznaczenie – to robi Wiesiek za każdym razem, gdy wypija flaszkę w jednym podejściu.

20190124_183315.jpg
20190124_183326.jpg


Ja: „Cztery modele Deutza D6006 to był przypadek…”
Stefan: [w teatralnym geście załamuje ręce] „No błagam!”
Ja: „Ale kolejne D6206 to było już przeznaczenie.”
Stefan: [do Heńka] „Znów ma fazę. Te Preisery źle na niego działają.”
Heniek: „Czy ja wiem, że źle? Jest szczęśliwy, to chyba raczej dobrze.”

20190124_183336.jpg
20190124_183353.jpg


Zanim przejdziemy do kilku skromnych słów o bohaterze dzisiejszej prezentacji, wróćmy do zagadnienia z poprzedniego odcinka serii „Przegląd sprzętu rolniczego w skali 1:87”, czyli nieprawdziwego oznaczenia traktorów Deutza przez twórcę miniatur Preisera.

Jak wiadomo praktycznie każda firma związana z rolnictwem wybierała sobie charakterystyczne dla siebie kolory, żeby na polu z daleka jeden sąsiad wiedział co ma drugi sąsiad. Aczkolwiek nie działo się tak od samych początków traktorstwa, standardem stało się to dopiero z czasem. W gąszczu coraz większej konkurencji starano się wyróżniać. Deutz postanowił od 1974 r. zmienić barwy swoich wyrobów. I tak ciemny zielony stał się jasny, bardzo wyrazisty, a jasno szare podwozie stało się ciemne – ponoć był to kolor ciemny oliwkowy. Koła pozostały czerwone.

20190124_183429.jpg
20190124_183405.jpg


Deutza D6206 produkowano od 1974 r. właśnie, roku zmiany malowania, więc ciemno-zielony z jasno-szarym podwoziem i czerwonymi felgami model Preisera nie mógł być wspomnianym na początku tego przydługiego zdania ciągnikiem. Ale bawmy się kolorami dalej.

Podwozie stało się czarne, a nowa zieleń, nazwana „zielenią Deutza” [ale „oryginalnie” – Stefan] moim zdaniem dziwnie się prezentowała z czerwienią kół. Kto wie, może więcej osób uznało tę mieszankę za estetycznie wątpliwą, bo zaledwie cztery lata później nastąpiła kolejna poważna zmiana. A przecież gdy się próbuje utrwalić swój wizerunek, to nie powinno się takich rzeczy robić za często, o ile w ogóle. Tak czy owak od 1978 r. koła są srebrne.

Heniek: „Na polu Deutze fajnie wyglądają w tych barwach.”
Stefan: „No, szczególnie kombajny.”

20190124_183418.jpg


Jak w 1:1, tak i w 1:87 wersja „przechodnia” malowania wyglądała trochę dziwnie. Postanowiliśmy z chłopakami coś zmienić, bo upragnionej przez nas wersji nie można nabyć. Pierwsze co się rzuca w oczy, to zmiana koloru felg. Przebudowaliśmy także wydech, którego zakończenie w oryginale od 1977 r. przeniesiono spod podwozia ponad maskę pojazdu. Klatkę przeciwkapotażową pomalowaliśmy pod kolor (zgodnie z fotką znalezioną w internetach), a w opcjonalnej kabinie Fritzmeiera tym razem uchyliliśmy szybę.

20190124_183444.jpg
20190124_183455.jpg


Między 1974 a 1980 r. zbudowano ok. 8 tys. sztuk D6206.

Traktora napędzał własnej konstrukcji 4-cylindrowy silnik diesla chłodzony powietrzem o pojemności 3,7 litra i mocy 58 KM. Oprócz podstawowych 8 biegów w przód i 4 w tył, w opcji można było zamówić skrzynię z grupą biegów pełzających, co zwiększało liczbę przełożeń w jeździe do przodu o cztery, czyli do 12. W 1977 r. dokonano kilku modyfikacja. O układzie wydechowym już wspominaliśmy. Ponadto zmodyfikowano skrzynię biegów, dzięki której udało się dodać jeszcze jedno przełożenie, a także podwyższono moc jednostki napędowej do 60 KM. 2WD ważył ok. 2.2 tony, 4WD był cięższy o 400 kg. Maszynę można było rozpędzić do 30 km/h.

20190124_183506.jpg
20190124_183523.jpg


Ja: „I to tyle w temacie.”
Heniek: „A siewniczek?”
Ja: „Mały, o prostej budowie, do tego sympatyczny. Co tu więcej dodać?”
Stefan: „No to temat Deutzów z serii 06 jest załatwiony w dwóch częściach, a przy okazji zaliczyliśmy kolejne dekady.” [unosi kartkę, długopis i akcentuje słowa mocnym głosem, licząc na odzew] „Lata 60-te?”
Wiesiek: „Odhaczone!”
Stefan: „Lata 70-te?”
Wiesiek: ”Odhaczone!”
Stefan: [powoli zbiera się, żeby jeszcze coś dodać]
Wiesiek: „Odhaczone!”
Stefan, Heniek i ja: [patrzymy w stronę kolegi]
Wiesiek: „Odhaczone!” [przekłada puste butelki z kolejnych roczników wypustów Stefana i sądząc po minie, ciepło je wspomina] „Odhaczone!”

20190124_183557.jpg


Post scriptum

Rodzeństwo z dawnych lat...

20190124_183631.jpg
20190124_183652.jpg


... i dalecy, ale jednak krewni.

20190124_183731.jpg
20190124_183749.jpg
 
OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#47
Człowiek uczy się całe życie. Owszem, większość tej wiedzy do niczego się nie przydaje, ale… przynajmniej przez chwilę jest ciekawie. Oto przykład sprzed jakiegoś czasu.

Heniek: „Byłem w urzędzie i, słuchajcie, urzędniczka miała na imię Blandyna.”
Wiesiek: „Jak?!”
Heniek: „Blan-dy-na.”
Stefan, Wiesiek i ja: [nie możemy uwierzyć]
Heniek: „Myślę sobie: niemożliwe. Jak może istnieć takie imię? No i sprawdziłem w internetach. Żeby było śmieszniej Blandyna to żeńska odmiana męskiego Blandyn.”
Stefan: „O {autocenzura}! Toż to oni w szkole musieli mieć przerąbane! Blondyn i Blondyna!”
Wiesiek: „To chyba najdziwniejsze imię jakie słyszałem. Znacie jakieś inne równie porąbane?”

O tym dziwnym, a jednak autentycznym imieniu przypomniałem sobie jakiś czas temu, gdy zwróciłem uwagę na absurdalność nazwy International Harvester. Międzynarodowy żniwiarz? Firma z USA ma w nazwie „międzynarodowy”? Co za megalomania! [Heniek, nie pyta, Wiesiek ci wytłumaczy - ja] Ale gdy przyszła kolej na lata 80-te w naszej serii „Przegląd sprzętu rolniczego w skali 1:87” i padło na wyżej wymienioną firmę, to mój pogląd nieco się zmienił, a krytyka zelżała.

Wiesiek: „No to co usprawiedliwia w nazwie ten przymiotnik?”
Heniek: [widać po twarzy, że nie wie, o którą część zdania pyta Wiesiek]

W zasadzie na początku nic. Interesującym się rolnictwem nazwy McCormick czy Deereing nie są obce. W 1902 r. te dwie firmy plus trzy mniejsze utworzyły International Harvester Company (IHC). To wciąż był tylko amerykański biznes, ale widocznie ambicje były znacznie większe. Lata 30-te ubiegłego wieku to duży suckes IHC w ojczyźnie dzięki traktorom Farmall. Po wojnie też szło dobrze (lata 40-te i 50-te), ale w końcu musiał bokiem wyjść brak działań w konkretnym kierunku, bo IHC próbowało łapać dwie sroki za ogon - jak to się mówi - choć tych srok to było całe stado: rolnictwo, maszyny budowlane, ciężarówki (że o produkcji osobówek, sprzętu chłodzącego, kosiarek czy odśnieżarek nie wspomnę). Lata 60-te i 70-te to nadal dobra sprzedaż produktów (ponoć w 1972 r. to właśnie IHC sprzedaje najwięcej traktorów w EWG – Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej), jednak nie przekładało się to na dobry wynik finansowy. [dziwne, jak można schrzanić dobry biznes – Stefan] Ponadto złe zarządzanie doprowadziło do zwolnienia rozwoju technologicznego w firmie. W 1979 r. nowy prezes przeprowadził restrukturyzację, która doprowadziła do półrocznego (!!!) strajku. Przedsiębiorstwo poniosło ogromne straty, ale przetrwało. Jak to w życiu biznesowym bywa, lekarstwem okazała się sprzedaż firmy. W 1984 r. dział rolniczy trafił do Tenneco, Inc., która była właścicielem firmy produkującej traktory Case. Od 1985 r. zaczęła funkcjonować nazwa Case IH.

20190127_171617.jpg


Wiesiek: „No dobra, ale dalej nie wiemy, co z tym „międzynarodowym” w nazwie?”
Ja: „Z tego co wiem, już w 1908 r, założono filię w Niemczech, a do lat 70-tych na całym świecie IHC miało 46 zakładów i 100 tysięcy pracowników. Zakłady znajdowały się w USA, Europie (Niemcy, Wielka Brytania, Francja), Afryce (RPA), Australii – wymieniam tylko te, o których wiem. Więc możemy przyjąć, że symboliczna wizja założycieli się spełniła, choć mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że za nazwą nie stało nic głębszego niż marketingowy chwyt.

20190127_171636.jpg


A wracając do filii niemieckiej, to produkowała ona sprzęt rolniczy poza traktorami, które do 1937 r. były sprowadzane gotowe zza oceanu i na miejscu przystosowywane do warunków i przepisów europejskich. Po tym roku produkowano maszyny na miejscu, ale w oparciu o projekty amerykańskie. Od lat 50-tych nowe ciągniki (w tym także silniki) projektowano już na miejscu. Znalazłem też informację, iż od 1965 r. silniki produkowano w Niemczech, skrzynie biegów we Francji,, inne komponenty w Wielkiej Brytanii, a następnie całość składano w Niemczech (na pewno dotyczy to pojazdów sprzedawanych na kontynencie).

20190127_171653.jpg


Dziś prezentujemy dwie maszyny Międzynarodowego Żniwiarza z burzliwego okresu początku lat 80-tych, tuż przed przejęciem przez nowych właścicieli – są to 844XL i 1455XL (tak naprawdę 844 to XLA, ale o tym za chwilę). Rzucające się w oko oznaczenie XL może sugerować, że pojazdy są z tej samej serii, ale tak nie jest. Mniejszy ciągnik to tzw. rodzina B, a większy – rodzina D. Różne traktory, lecz rzeczywiście łączy je XL, gdyż to nazwa nowego typu kabiny, opracowanego wspólnie z Porsche, która z jednej strony miała oferować maksimum widoczności, a z drugiej dzięki wyjątkowo szerokiemu słupkowi B zapewnić bezpieczeństwo kierowcy w trakcie wywrotki. Oczywiście poprawiono także wytłumienie, ergonomię, komfort itd. Do prac konserwacyjnych przechylano ją do przodu.

20190127_171715.jpg


Heniek: „Apropo wywrotki. Opowiem wam fajną historię. To był fakt autentyczny.”
Wiesiek: „A czy fakt może być nieautentyczny?”
Heniek: [robi poirytowaną minę, jakby go 5-latek zapytał skąd się biorą dzieci]
Stefan: „W dzisiejszych czasach, patrząc na te bzdury z internetów to tak, fakt może być nieautentyczny. Ale to kwestia do omówienia przy innej okazji.”
Ja: „No, Heniu, nawijaj.”
Heniek: „No więc…”
Wiesiek: „Nie zaczynamy zdania od więc.”
Heniek: „{autocenzura}! Jak chcesz, mogę nie opowiadać!” [ewidentnie wkurzony]
Wiesiek: [pokazuje gesty pokoju]
Heniek: [wzdycha ostentacyjnie] „No więc pod Oleśnicą walec na zakręcie wypadł z drogi. Wszyscy się zastanawiali z jaką prędkością musiał jechać, że się nie zmieścił w łuku i w ogóle jak to możliwe. Ale ostatecznie się okazało, że kierowca po prostu zasnął za kierownicą i maszyna pojechała prosto.”
Stefan, Wiesiek i ja: [śmiejemy się]

20190127_171734.jpg


Bazą mniejszego z pokazanych traktorów był International Harvester 844-S, a większego International Harvester 1455. Żeby móc zamontować nowe kabiny XL, zmodyfikowano powyższe pojazdy, przenosząc bak pod kabinę. Dokonano także kilku innych poprawek (np. w 1455XL skrzynia biegów ma więcej przełożeń niż w 1455).

20190127_171752.jpg


Kilka danych technicznych dla porównania różnicy między maszynami (odpowiednio 844XL / 1455XL):
- jednostka napędowa – 4-cylindrowa z wtryskiem / 6-cylindrowa, turbodoładowana z wtryskiem,
- pojemność silnika - 4,4 l / 6,6 l,
- moc – 80 KM / 145 KM
- skrzynia biegów – 8 w przód i 4 w tył oraz w opcji 16 w przód i 8 w tył (produkcji IHC) / w przód 20 i w tył 9 (produkcji ZF),
- napęd – 2WD i 4WD / 4WD (w obu przypadkach przednie osie napędowe produkcji ZF, a napęd był przekazywany wałem Kardana idącym obok podwozia); przy okazji ZF – od nich także pochodzi wspomaganie kierownicy we wszystkich modelach,
- prędkość maksymalna – 30 km/h / 30 km/h (od 1983 r. 40 km/h),
- waga – 4 t / 6,4 t,
- bak – 106 l / 200 l.

844XL produkowano w latach 1981-1990, a 1455XL w latach 1981-1996. W tym okresie wyprodukowano (odpowiednio) 11204 sztuki (2WD + 4WD) i 7621 sztuk.

20190127_171813.jpg


Miniatury to Mo-Miniatur (844XL) i Schuco (1455XL). I od razu należy nadmienić, że model z Mo-Miniatur ma nieprawidłową nazwę, bo 844XL to za mało. Powinien mieć 844XLA, gdzie A oznacza napęd na 4 koła.

Stefan: „Dlaczego od razu o tym nie wspomniałeś?”
Ja: „Bo pasowało to do opisania wspólnego motywu związanego właśnie z określeniem XL, a gdybym w jednym podał XLA, to już nie byłoby to tak oczywiste. Tak więc tak, świadomie to zrobiłem, ale od tej chwili jedynym poprawnym określeniem na mniejszy ciągnik jest International Harvester 844XLA.”
Heniek: „Czekaj, ale 1455 też ma napęd na obie osie, ale A nie dodałeś.”
Ja: Nie słuchałeś uważnie. 1455XL był tylko w wersji 4WD, więc nie dodawano litery A dla odróżnienia, bo nie było od czego odróżniać.”
Heniek: „Aha…”

Nawiązując jeszcze do nazw poszczególnych modeli, teoretycznie numerki można było rozszyfrować pewnym kluczem. Weźmy tu na przykład nasz 844. 8 to inaczej 80 KM mocy, pierwsza czwórka to seria 4., a druga czwórka oznacza 4 cylindry silnika. W 3-cyfrowych oznaczeniach produktów IH zazwyczaj (zazwyczaj) tak to można było odczytać. Reguła nie obowiązywała już przy nazwach 4-cyfrowych.

20190127_171832.jpg


Stefan: [do Heńka] „A ta Blandyna to chociaż ładna była?”
[otwierają się drzwi i staje w nich Stara Heńka]
Stara Heńka: „Do domu!”
Heniek: „Tak, tak, już idę.” [zbiera się jak pies do dziurawej budy]
Stefan: „Nie odpowiedziałeś mi na pytanie?” [złośliwie się uśmiecha]
Heniek: [puszcza małe gromy z oczu w stronę kolegi]
Wiesiek: [postanawia przyjść z pomocą Heńkowi] „No co tu mówić. Duży przebieg, mała pojemność, ruda żre karoserię… Heniek ci dobrze mówi: nie kupuj!”
Heniek: [w drzwiach szopy] „Nie kupuj!” [po czym wielka ręka chwyta go za kołnierz i wynosi z szopy]


Post scriptum

Zapomniałbym o ciekawostce z historii IHC. Na zdjęciach International HT-341 – traktor z turbiną gazową (1962 r.). Drugi i ostatni prototyp z takim rozwiązaniem napędu.

HT.jpg
HT 2.jpg
 
OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#48
Ja: „Wieśka dzisiaj z nami nie będzie.”
Heniek: „Poległ? Tak myślałem, że znowu zapije pałę.”
Stefan: „Nie! Nie o to chodzi.”
Ja: „Poległ fizycznie, ale moralnie odniósł zwycięstwo.”
Heniek: „Nic nie rozumiem.”
Ja: „Jak w podstawce modelu masz śrubeczki z trójkątnymi szczelinami, a nie masz śrubokręta z trójkątną końcówką, to do zadania wysyłasz fachowca. Wiesiek sobie poradził, choć najpierw kombinował na trzeźwo, a polewał sobie, by wzmocnić fazę kombinowania. Aż go oświeciło, że najlepsze metody to te najprostsze i dokonał destrukcji podstawki, czym cel osiągnął, wyswabadzając model z okowów plastiku. Teraz zasłużenie odpoczywa.”
Heniek: „Czyli jednak zapił pałę!”

001.jpg


Nazwa Case padła już w poprzednim odcinku serii „Przegląd sprzętu rolniczego w skali 1:87”. Dla przypomnienia: ówczesny właściciel Case`a wykupił International Harvester i połączył obie firmy.

Case`a (oryginalnie JI Case Threshing Machine Company, potem JI Case Company) założył w 1842 r. Jerome Increase Case, a było to w miejscowości Racine w stanie Wisconsin.

Stefan: „Czekaj. Jak? Jego imię i nazwisko... Jerome… Incre…” [zamknął oczy, mruczy pod nosem – znaczy się myśli] „Jakby się uparł, to można by to przetłumaczyć na „Jerome zwiększać walizka”!” [i uderza z radością otwartymi dłońmi w uda, zachwycając się swym polotem oraz brytyjszczyzną]

Wiek XIX to w firmie z Wisconsin rozwój silników parowych do różnych urządzeń, ale przede wszystkim do młocarni, w tym także w wersjach przenośnych. Pod koniec owego stulecia przedsiębiorstwo oferowało ogromną jak na tamte czasy ilość rodzajów silników (od 9 do 150 KM), a także weszło w produkcję jednostek spalinowych. Rozszerza także teren swojej działalności na Amerykę Południową oraz wchodzi na rynek rosyjski. W 1891 r. umiera założyciel Case`a.

002.jpg


W XX. wieku…

Stefan: „Ale podasz to w wersji skróconej?”
Ja: [wzdycham]
Heniek: [w jego oczach widzę nadzieję, że zgodzę się na propozycję Stefana]
Ja: [wzdycham jeszcze bardziej]

XX. wiek w skrócie:
- 1904 r. – wprowadzenie do sprzedaży całkowicie stalowej młocarni,
- coraz mocniejsze wchodzenie z ofertą na Stary Kontynent,
- zwiększenie gamy produktów (oprócz sprzętu rolniczego produkcja także samochodów osobowych – lata 1911-1927),
- w połowie lat 20-tych Case ma na koncie wybudowanych ok. 100 tysięcy młocarni,
- w 1926 lub 1927 r. firma zaprzestaje produkcji silników parowych, dzięki którym osiągnęła swoją pozycję,
- do krajów, w których dostępne są produkty pod marką Case, dołącza Australia,
- okres II WŚ to z jednej strony zmiana części profilu produkcji na wojenną, a równocześnie rozwój firmy (otwarto kolejne trzy zakłady i wypuszczono pierwszy samobieżny kombajn). Niestety to także ponad roczny (!!!) strajk, który mocno osłabił Case`a.
- w roku 1957 firma nabywa American Tractor Corporation, producenta pojazdów gąsienicowych,
- lata 60-te to umacnianie pozycji na całym globie, a równocześnie aż dwukrotna zmiana właściciela – najpierw przedsiębiorstwo kupił Kern County Land Company, a następnie Tenneco, Inc.
- producent traktorów David Brown staje się własnością Case`a w 1972 r.,
- i coś, o czym pisaliśmy już ostatnio: w 1984 r. Tenneco nabywa część rolniczą International Harvester i łączy z Case`m – najpierw pod nazwą Case International, potem jako Case IH,
- 1986 r. – Case IH wykupuje Steigera,
- a 10 lat później staje się właścicielem firmy Steyr,
- by w 1999 r. połączyć się z New Holland i utworzyć spółkę CNH Global NV.

Ja: „Na tym przerwijmy tę fascynującą historię…” [spoglądam na Heńka, bezczelnie śpi]
Stefan: [rozkłada ręce w geście, że sam sobie jestem winien]
Ja: „TO MOŻE JAKAŚ CIEKAWOSTKA!!!”
Heniek: [aż podskakuje na krześle, bezradnie się rozgląda, a gdy już się orientuje w sytuacji, przeciera oczy i bezceremonialnie ziewa, ukazując nam czarne plomby]

003.jpg


International Harvester powstał z połączenia kilku firm, wśród nich był McCormick. Zanim to się stało, w ich zakładach w 1871 r. wybuchł wielki pożar, niszcząc fabrykę. Wtedy Case zaproponował pomoc McCormickowi, oferując, że na czas odbudowy może dla nich prowadzić produkcję, ale McCormick odmówił. Ponad 100 lat później obie firmy stają się częścią wspólnego przedsięwzięcia, choć trzeba dodać, że na krótko.

Stefan: „Uwaga, zadaję pytanie retoryczne. Czy kochamy wszystkie traktory?”
Heniek: „Tak!”
Stefan: „To było pytanie retoryczne.”
Ja: „Daj mu spokój, ma prawo nie wiedzieć.”
Stefan: „Wracając do meritum…” [spogląda na Heńka i wie, że kolega tego słowa też nie zna] „Czy w takim razie muszę kochać nawet tego brzydala?”
Ja: „Oczywiście.”
Stefan: „Nie mówię teraz o modelu, tylko o prawdziwym Case`ie. No brzydal. Jak Stara Heńka.” [złośliwym wzrokiem spogląda na kolegę]
Ja: [by uspokoić rosnące ciśnienie w atmosferze szopy] „Heniu, nie słuchaj go. Ten traktor jest naprawdę sto razy brzydszy od Twojej Starej.” [chyba mi średnio poszło, ale na szczęście Heniek wstrzymał wewnętrzną erupcję i tylko machnął ręką]

W 1997 r. zakończono produkcję ciągników w miejscowości Neuss w Niemczech, którą International Harvester uruchomił w 1908 r. Przez ten czas zakład opuściło prawie 607 tysięcy traktorów, ponad 1,5 miliona silników i 1,8 miliona maszyn rolniczych. Ostatnim ciągnikiem, który wyjechał przez bramy fabryki w Neus był Case Maxxum 5150 Pro. Produkcję przeniesiono do Doncaster w Wielkiej Brytanii, a wraz z nią rozpoczęto wytwarzanie nowej serii, gdzie do dotychczasowego oznaczenia Maxxum dodano MX.

Podstawową zmianą jaką odnotowano w MX w stosunku do poprzednika była kabina. W związku z narzekaniem na uciążliwy hałas w czasie pracy, skupiono się na poprawie tego elementu i w efekcie uzyskano wynik 72 dB w porównaniu do poprzednich 78 dB.

Cała seria Maxxum MX obejmowała 6 modeli. W najmniejszych dołożono turbosprężarki, w największych wzmocniono wydajność hydrauliki. Co ciekawe, mimo zakresu mocy od 100 do 160 KM, wszystkie pojazdy używały tej samej jednostki napędowej Cumminsa – w dwóch najmocniejszych ciągnikach z zamontowanym intercoolerem. Był to 6-cylindrowy silnik o pojemności 5,8 litra chłodzony wodą.

004.jpg


MX 135 w tym gronie był ze środka stawki i zgodnie z nazwą dysponował mocą 135 KM. Skrzynia biegów to 16 przełożeń w przód i 12 w tył. Pojazd można było rozpędzić do 39 km/h. Przednią oś dostarczało Carraro, tylna była własnej produkcji. Bak mieścił 265 l paliwa. W wersji z napędem na jedną oś traktor ważył 5,1 tony, z napędem na obie osie 5,5 lub 5,6 tony (zależnie od źródła).

Zróbmy dygresję a propos źródeł. Jeżeli wszyscy piszą, że silnik ma 6 cylindrów, a jedno źródło – poważne – wylicza ich 5, to… jest to zwykła literówka? [cyfrówka – Stefan] Nawet jeśli, to stawia to pod znakiem zapytanie inne dane, skoro tak poważny błąd „przeszedł” kontrolę, to czy nie może być więcej tego typu omyłek?

Heniek: „A może to wszyscy inni się mylą?”
Stefan: „Nasi politycy tak mają: tylko ja mam rację, cały świat jest w błędzie.”

Przekopując się przez kolejne dane, udało się ustalić, że w Europie dostępna była tylko wersja 4WD. Mało tego, producent oferował także modele bez kabiny – ale znów nie na naszym kontynencie.

Wracając do produkcji omawianego ciągnika, to powyższe dane dotyczą maszyn wytworzonych w Europie. W Stanach także powstawała seria MX, ale w kwestii szczegółów już ciężej zdobyć pewne dane.

A, jeszcze jedno. Na połączenie Case IH z New Holland zgodzono się pod pewnymi warunkami (antymonopolowymi), że…

Stefan: „O! Wiesiek już byłby przeciw. Jak to warunki antymonopolowe?”
Heniek: [uśmiecha się, bo ma wrażenie, że zrozumiał]

… grupa Case IH pozbędzie się fabryki w Doncaster, a wraz z nią praw do marki McCormick (produkty pod tą nazwą nie były dostępne od 1985 r.). Nowy właściciel McCormicka – ARGO – otrzymał także licencję na produkowanie MX`a, co skrzętnie wykorzystał, przywracając przy okazji do życia markę McCormick w 2000 r.

005.jpg


Miniatury ciągników stworzył Ertl. O specyfice ich produktów można przeczytać tutaj - John Deere 8400 z Ertl`a

Heniek: „A po co nam dwa identyczne traktorki?”
Stefan: „Gdyby to pytanie zadał Wiesiek, to wiedziałbym, że za dużo wypił i już nie widzi dobrze. Ale ty? Przyjrzyj się uważnie!”
Heniek: „Eee… Ale tam nic… Aaa! Naklejeczka! I tylko z tego powodu wydaliśmy kasę?”
Stefan: „Tak, bo jesteśmy szurniętymi zbieraczami! Takie wytłumaczenie wystarczy?”
Heniek: „No, w sumie może być.”
Stefan: „A światła na dachu?”
Heniek: „Nie liczy się. Sam widziałem, jak malowałeś. I ośki.”
Stefan: [do mnie] „Dobra, ale tak naprawdę warto było mieć drugi z powodu tej cholernej naklejki? I czy w ogóle ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości?”


Po pierwsze: tak, rzeczywiście najpierw paski z oznaczeniem były poziome, a potem szły łukiem. Po drugie: nie pamiętam, dlaczego nabyliśmy ten drugi egzemplarz. Mogło tak być, że jako modelowy psychopata uznałem, że tak, warto mieć taką wersję w kolekcji. Ale też mogło tak być – wiem, trudno w to uwierzyć – że nie pamiętałem, iż już jeden mamy. To były czasy, gdy dostęp w szopie do maszyn był utrudniony, a bazy pojazdów jeszcze nie mieliśmy (chyba – albo niepełną). Jak można nie pamiętać, co się ma? No można. W osobówkach ze dwa albo trzy razy nabyłem auto, które już było w garażu szufladowym. Zdarza się.

Stefan: „Powtórzę się. Gdyby to był Wiesiek, to wiedziałbym, że na pewno się nawalił i nie wie, co klika w internetach, ale ty? Na trzeźwo? Gdzie ukrywasz żółte papiery? „ [śmieje się serdecznie]
Ja: [też się śmieję, bo Stefan to stary żarciarz, nawet jeśli często złośliwy]
Heniek: [nie śmieje się, bo nie wie, co to znaczy „żółte papiery”]

Skoro mówimy o kolorach to jeszcze mała informacja, że ponoć barwy pojazdów Case IH wzięły się z połączenia kolorów obu marek: International Harvester dał czerwony, a Case czarny. Historycznie to tak do końca nie zgrywa się idealnie, ale może znów marketingowcy próbowali wcisnąć jakiś górnolotny kit. IH rzeczywiście był czerwony, a Case w bardzo dawnych czasach, jeszcze parowych, używał barwy czarnej, ale wraz z zielonym. Stosował również szary, a także kolory firm, które przejął (np. biały Davida Browna). Aczkolwiek także przerzucił się na czerwień (dość jasną, trochę pomarańczową) w okolicach 1927 r.

006.jpg


Model też ma jeszcze jedną ciekawostkę. Prezentuje odmianę ciągnika z wąskimi błotnikami (nie mam pewności, czy nie była to wersja tylko na Stany).

Gdyby nasza prezentacja powstała zaledwie kilka dni wcześniej, moglibyśmy śmiało mówić, że prezentowana miniatura to jedyny ciągnik Case`a na rynku. Ale w swych zapowiedziach na 2019 r. Wiking poinformował, iż wypuści model Case 1455 XL (oryginał produkowano od początku lat 80-tych do połowy 90-tych).

Stefan: [patrząc na miniaturę] „Dobra, Case jest ładny inaczej, ale nie wspomniałeś, że go odrobinę poprawiliśmy. W ogóle nigdy nie wspominasz, że w wielu modelach dokonaliśmy poprawek.”
Ja: „Bo skromność to piękna cecha. Poza tym na forum są prawdziwi modelarze i my z naszym „cięciem”, „spawaniem” i „lakierowaniem” na razie możemy się do budy schować.”
Heniek: „Kiedy przejdziemy do cięższego sprzętu?”

007.jpg

008.jpg


Wprawdzie omawiamy w tym odcinku maszyny z lat 90-tych, a zaprezentowany model kombajnu Case IH 1660 Axial Flow przedstawia pojazd z 1989 r., to maszyna ta była produkowana do 1993 lub 1994 r.

009.jpg

010.jpg


Po latach projektowania, w 1977 r. International Harvester wypuszcza pierwsze kombajny Axial Flow określone jako seria 14 . Była ona wyjątkowa, bo po raz pierwszy na skalę masową zastosowano bęben rotacyjny (ułożony wzdłużnie w konstrukcji pojazdu). Gdy w 1985 r. połączono IH z Case`m, nie tylko zmieniono nazwę kombajnów, ale także zmodyfikowano je, tworząc serię 16. M.in. zwiększono moc silników własnej konstrukcji (w zależności od modelu sześciocylindrowce mogły mieć turbodoładowanie i intercooler), hałas w kabinie obniżono z 85 do 79 dB oraz dodano nowe opcje kontrolne dotyczące młóconego ziarna.

013.jpg

012.jpg


Kolejna modyfikacja nastąpiła w 1989 r. i nie jestem w stanie powiedzieć, czy prezentowany na zdjęciach kombajn pochodzi sprzed modernizacji, czy już po niej. Więc podajmy kilka podstawowych danych obu wersji Axial Flow 1660 (odpowiednio przed 1989 r. / po 1989 r.):
- jednostka napędowa – 6-cylindrowa z turbodoładowaniem;
- pojemność silnika – 7,6 l / 8,3 l,
- moc – 180 KM / 190 KM,
- prędkość max. – 20 km/h,
- szerokość cięcia – 430 cm (opcjonalnie 490 cm),
- waga – 9 ton,
- pojemność zbiornika na ziarno – 630 litrów.

011.jpg

014.jpg


Miniaturę stworzył Universal Hobbies specjalnie dla Case IH już jakiś czas temu, by po kilku latach udostępnić ją w ogólnej sprzedaży, choć pozostawiając opakowanie przygotowane dla producenta prawdziwego kombajnu. To jedyny model UH w skali H0, którego głównym terenem działania jest 1:32.

Stefan: „Uff… Dużo tego było. Piękny kombajn, ale chodźmy do domu.”
Heniek: [lekko nieprzytomny potakuje głową]

015.jpg


Post scriptum

A co na tym zdjęciu robi Aston Martin?
To kolejna sytuacja, gdy świat ciągników rolniczych miesza się ze światem aut osobowych. David Brown, prowadzący firmę traktorską pod własnym imieniem i nazwiskiem, w 1947 r. kupił Astona Martina, który jeszcze przed II WŚ przeżywał ciężkie finansowo czasy. David Brown wyprowadził markę na prostą drogę, a swój ślad zaznaczył inicjałami – DB – które do dzisiaj Aston Martin stosuje w nazewnictwie swoich modeli.

016.jpg
 
OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#49
Claas Xerion – część I (tekst i obrazki)

Heniek: „A co ty masz na szyi?!”
Stefan: „Yyy…”
Wiesiek: „No co jest? Gadaj!”
Ja: [robię gest wspierający postulat Wieśka]
Stefan: „A bo przedpołudniem byłem w mieście załatwić sprawę. Szybko mi poszło, miałem trochę czasu, to mówię: pójdę sobie do jednego z tych centrów handlowych, tych przybytków próżności…”
Wiesiek „I cię pokarało!”
Stefan: „Oj… Po prostu trudno się nie obejrzeć, tam tyle odsłoniętych nóg i głębokich dekoltów. Głowa sama chodzi. No i przy którejś jak mi coś nie strzyknie. {autocenzura}! Nie mogłem głową już ruszyć. Ledwo się dotoczyłem do naszej doktorki, bo mogłem patrzeć tylko w lewe lusterko. No i takie cudo mi założyła.”
Heniek: „Dobrze Wiesiu ci powiedział, że cię pokarało. Kara boska, że bez kolegów poszedłeś laseczki oglądać.”
Wiesiek: „A poza tym Stefanku, ty amator jesteś. Jak się oglądasz, to całym ciałem trzeba się obracać.”
Stefan: „Jak całym ciałem? Co ty gadasz?”
Ja: „No, jak w Xerionie!”
Heniek: „Co?!”
Wiesiek: „A ja wiem.” [i łyczek w nagrodę][bez nagrody też byłby łyczek]

001.jpg
002.jpg



Gdy pada słowo Claas to na myśl od razu przychodzą kombajny, sieczkarnie i traktory. Co bardziej zainteresowani mogą wymienić dodatkowo np. prasy czy przyczepy samozbierające.

Dziś kilka słów o ciągnikach. Mimo prób podjętych pod koniec lat 60-tych oraz przez całe 70-te, Claas ostatecznie pojawił się w światku traktorskim dopiero w drugiej połowie lat 90-tych: najpierw dzięki gąsienicowemu Challengerowi, gdzie w wyniku współpracy z Amerykanami po prostu wyrób Caterpillara na Europę zostaje przemalowany w barwy niemieckiej firmy (w zamian kombajny Claasa sprzedawane są w Stanach pod marką Caterpillar), a potem dzięki Xerionowi – pierwszej własnej konstrukcji, która nie zatrzymała się na etapie prototypu, lecz została wprowadzona do produkcji.

003.jpg

006.jpg


Xerion nie był typowym ciągnikiem – fakt, że miał wszystkie koła tej samej wielkości, jeszcze nie czynił go wyjątkowym, takie maszyny od dawna funkcjonowały na rynku. Wszystko rozbijało się o kabinę zamontowaną na środku. Bo można ją było całą obrócić [widzisz, Stefanku? – Wiesiek], a przesuwała się ona wtedy na skraj pojazdu, nie tylko zmieniając tył maszyny w przód, ale dając szansę na nowe możliwości zastosowania ciągnika. Uprzedźmy trochę fakty: pierwszy Xerion nie stał się hitem sprzedaży. Duży, drogi, dla niektórych przekombinowany.

Mimo to produkcja trwała od 1997 do 2004 r. Seria składała się z dwóch typów: 2500 i 3000. W maszynie zastosowano 6-cylindrowy, wysokoprężny, turbodoładowany z intercoolerem silnik Perkinsa o pojemności 8,7 litra. Pierwotnie moc osiągała (odpowiednio 2500 / 3000) 250 i 300 KM. W 1999 r. dokonano modernizacji i moc w obu przypadkach zwiększyła się o 15 KM. Skrzynia biegów była hydrostatyczna, a wszystkie koła kierowane, co dawało wielorakie sposoby poruszania się.

005.jpg

004.jpg


Stefan: „Śliczny ten Xerion. Kwestia, że opowiadasz ludziom o czymś, czego w miniaturze nie możesz pokazać. Trochę głupie.” [i jak zawsze złośliwy uśmieszek na koniec zdania]
Ja: [cholera, ma rację] „Stefan, a od tych złośliwości to cię ta szyja bardziej nie boli?”
Stefan: [uśmiech mu znika z twarzy]
Ja: „Mam nadzieję, że ktoś kiedyś wyprodukuje model pierwszego Xeriona, bo mielibyśmy szansę na całą serię, gdyż jako całość nie jest ona duża.”
Heniek: „Dobra, dobra. Do konkretów, które widać na zdjęciach.”

007.jpg


Druga edycja Xeriona pojawiła się w 2004 r.

Nowy pojazd był większy od poprzednika, zachowując jego podstawowe cechy: koła tej samej wielkości (na osiach RABA), oczywiście kierowane we „wszystkie” strony (6 opcji jazdy), obracaną (całkowicie nową) kabinę. Najpoważniejszą zmianą było wybranie innego dostawcy silników. Perkinsa zastąpił Caterpillar swoim wysokoprężnym, 6-cylindrowym, turbodoładowanym silnikiem z intercoolerem o pojemności 8,8 litra i mocy 305 KM, którą przekazywała bezstopniowa skrzynia produkcji ZF. Nowy Xerion ważył 10 ton i maksymalnie rozpędzał się do 50 km/h, czyli o 10 więcej niż poprzednik. Co ciekawe nowa seria na początku składała się tylko z jednego traktora – 3300 Trac (jak widać, nazwa uległa rozszerzeniu). Natomiast zaproponowano trzy odmiany: podstawową Trac (tu się kabina nie obracała, pozostając na środku konstrukcji), Trac VC (to właśnie tu kabinę można było obrócić) i Saddle Trac (gdzie kabina była na stałe zamontowana na skraju, tworząc na reszcie pojazdu przestrzeń do zabudowy – zresztą o tym, że Xerion powoli, acz systematycznie wbija się w rynek niech świadczy fakt, że coraz więcej urządzeń można było zamontować na maszynie, a niektóre firmy dedykowały swoje wyroby specjalnie dla traktora w wersji „ciągnik siodłowy”).

008.jpg

009.jpg


W 2007 r. rozszerzono serię o dodatkowy model – 3800 Trac. Jedyną różnicą w stosunku do 3300 była oczywiście moc, którą zwiększono do 364 KM. Na naszych zdjęciach model z Schuco przedstawia wersję 3800 Trac VC, czyli z obracaną kabiną.

Produkcję 3300 i 3800 zakończono w 2013 r.
Zaraz, zaraz – to nie oznacza, że kolejna ewolucja Xeriona pokazała się w 2013 r. Tu Claas zrobił niespodziankę, bo mocniejsze pojazdy wraz z nowym dizajnem zaprezentował w 2009 r., a wprowadził je do sprzedaży w 2010. Były to modele 4500 i 5000. Ciągniki były po raz kolejny wyraźnie większe od poprzedników (a w zasadzie „równorzędników”). Tym razem silnik Caterpillara miał pojemność 12,5 litrów, z której generował moc 449 i 487 KM – zależnie od wersji traktora. Osie wciąż dostarczała węgierska RABA, a bezstopniowe skrzynie niemiecki ZF, obsługując ponad 13 ton masy. Bak liczył okrągłe 1000 litrów.

010.jpg

013.jpg


Rok 2014 to wprowadzenie odmiany 4000 w miejsce 3300 i 3800, których produkcję zakończono. Ze względu na przepisy dotyczące ograniczania spalin, we wszystkich nowych Xerionach (czyli także w 4500 i 5000) montowano wysokoprężne, 6-cylindrowe, turbodoładowane z intercollerem silniki Mercedesa-Benza. W 4000 miał on pojemność 10,7 litra i moc 419 KM, w 4500 i 5000 – 12,8 litra i 479 oraz 520 KM. Waga znowu wzrosła, tym razem do ponad 16 ton. Bak w najmocniejszych pojazdach mieścił 930 litrów + 120 litrów AdBlue.

012.jpg

011.jpg


Wiesiek: „To my jakiego Xeriona mamy?”
Ja: „Z silnikiem Caterpillara.”
Heniek: „A skąd wiesz? Zaglądałeś mu pod maskę?” [i cieszy swoją maskę, że mu się żart udał]
Ja: „Bo miniaturę Wiking wypuścił w 2012 r., gdy jeszcze Merców nie montowano w Xerionie.”
Heniek: „Aha.” [maska poważnieje]

014.jpg
 

Brodagaz

Znany użytkownik
#51
Jak to jest że pokazujesz kapitalne modele, nie które praktycznie nie spotykane w innych kolekcjach, masz ciekawe humorystyczne opisy i praktycznie nikt tego nie komentuje, czegoś tu nie rozumiem.
Gratuluję znajomości tematu i kapitalnych modeli, śledzę Twoje wątki i co chwila mnie coś zaskakuje oby tak dalej było czego Tobie i Sobie życzę :) :)
 
OP
OP
W

Wieśniak

Aktywny użytkownik
#52
Claas Xerion - część III (obrazki i rekord Ginesa)


Stefan: „Męczy mnie to przekładanie kabiny. Chciałbym sobie porównać obie wersje za jednym zerknięciem.”
Wiesiek: „Marudzi jakby był chory.”
Heniek: „Przecież jest chory.”
Wiesiek: [przewraca oczami, bo kolega nie usłyszał ironii w jego głosie]
Ja: „To pomóżmy Stefanowi. W końcu to nasz kolega. Co powiecie na to?”

20190208_163513.jpg
20190208_163529.jpg
20190208_163545.jpg
20190208_163605.jpg
20190208_163625.jpg
20190208_163646.jpg
20190208_163737.jpg
20190208_163925.jpg


Stefan: „Czy to potwierdza, że jesteś psycholem?”
Ja: „Tak! A wy ze mną!” [i zaczynam się śmiać]
Stefan, Heniek, Wiesiek: [powoli zaczynają do mnie dołączać w rechocie, ale Stefan szybko odpuszcza, bo ból szyi mu nie pozwala na zbyt wielką radość]
Wiesiek: „Czy wreszcie możemy uczcić kolejną prezentację?”
Heniek: „No, my możemy wychylić co nieco, ale Stefan?”
Ja: „Dajmy mu szklankę z rurką.”
Heniek: „Co?!”
Stefan: „Co?!”
Wiesiek: „Chyba jeszcze nigdy nikt nie pił czystej przez zaciąganie się rurkowe. Super! Stefanku, będziesz pierwszy! Dzwońmy do Księgi Ginesa! Zna ktoś numer?”

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jak to jest że pokazujesz kapitalne modele, nie które praktycznie nie spotykane w innych kolekcjach, masz ciekawe humorystyczne opisy i praktycznie nikt tego nie komentuje, czegoś tu nie rozumiem.
Gratuluję znajomości tematu i kapitalnych modeli, śledzę Twoje wątki i co chwila mnie coś zaskakuje oby tak dalej było czego Tobie i Sobie życzę :):)
Po pierwsze dziękuję w imieniu swoim i chłopaków za miłe słowa. Bardzo to doceniamy. Doceniamy tym bardziej, że - jak już kiedyś o tym wspominałem - patrząc na Twoje zbiory, wiem, że jesteś tak samo szurnięty (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) jak nasza banda :) No i trzeba jeszcze pamiętać o jednym: mało kogo tutaj interesuje rolnictwo jako takie. Większe wzbudza tylko ten odłam, który jest związany historycznie z naszym krajem i można go umieścić na dioramie, zwłaszcza kolejowej.
Po drugie w ogóle na tym forum mało jest komentarzy, więc to chyba taka cecha tego miejsca.
Zresztą z chłopakami rzadko się odzywamy [my nieśmiali jesteśmy - Heniek], za to staramy się łapkami, gwiazdkami i serduszkami doceniać wysiłek innych.

Także jeszcze raz dzięki wszystkim, którzy oglądają, czytają, wspierają ocenami i komentarzami. [Wasze zdrowie - Wiesiek]
 

poziomek72

Aktywny użytkownik
FREMO Polska
KKMK
#54
Bardzo ciekawy wątek. Śledzę od początku powstania i jestem pod wrażeniem.
Modele super i do tego historia powstania - rewelacja.
Nawet nie przypuszczałem że są takie ciągniki z odwracaną kabiną.
 

Mafo

Moderator Forum Samochodowego
Zespół forum
#56
Przejrzałem cały Wasz wątek i jestem pod wrażeniem. Naprawdę mnóstwo sprzętu rolniczego. Niektóre to po raz pierwszy widzę, nie tylko w modelu. Kapitalne modele i bardzo ciekawa prezentacja. Jestem pod wrażeniem. (y)
 

Prezes TS

Expert
Ekspert
#60
. . . masz ciekawe humorystyczne opisy i praktycznie nikt tego nie komentuje, czegoś tu nie rozumiem.
komentują, komentują i to od samiutkiej pierwszej strony.
A co tu rozumieć . . . rozum odbiera jak się to czyta !
Typy maszyn, o których człowiek nawet nie wiedział, że istnieją, bo i skąd. Jak te albo za oceanem, albo z Borygenami w Austr . . . w Austr . . . no tej, Australiji jakowejś ! Nigdy też nie słyszałem o tych wykupach firm i przenoszeniu produkcji, a to do USA, a to na kontynent itd. itp.
Człowiek czytając ten wątek tylko szerzej gębę rozdziawia, ratuje się zatykając ją z gwinta i spoziera na boki co by nie być zaskoczonym nagłym pojawieniem się drugiej połówki, znaczy się tej lubej, i nie oberwać ścierą, a w najlepszym wypadku uchronić się od lamentu, że cały dzień siedzisz tylko w tym internecie. Ale jak tu nie siedzieć, gdy takowe ciekawostki są zapodawane. Ja interesuję się koleją, ale wszelakie techniczne sprawy też nie są mi obce, choćby jako ciekawostki. A sposób ich podania i relacja z klepiska w stodole - to istny miodzio !
Podziwiam zarówno niesamowitą wiedzę w temacie piszącego jak i wybitnie wciągający sposób podania nam tego.
Tu Kolega Wieśniak ma kilku pomocników do wszystkiego, co zapewne ułatwia prezentację, chociaż niekiedy kompani nie od razu kumają w czym rzecz. A tak cierpliwie i z pewną dozą nieśmiałości po cichu oczekuję, że być może kiedyś w tym wątku pojawią się opisy z naszego podwórka, tych bliższych nam, znaczy się mi, traktorów, które pamiętam z dzieciństwa. Bywałem u krewnych na wsi, w małych miasteczkach i pamiętam te czasy, gdy na polnych drogach królowały Ursusy i Zetory. Z Ursusów, to najbardziej podobał mi się 4011, potem przyszła lekka zmiana estetyki na C-330 a następne, te kanciaste już mnie nie rajcowały. No te wcześniejsze z silnikiem Lanz to widywałem dawno temu na ulicach w samiutkiej stolicy.
Z Zetorów to też tylko dwa typy wymienię, by za długo nie przynudzać i zbytnio nie mieszać się Wieśniakowi w wątek.
To Zetor Major 3011 - zawsze się zastanawiałem nad zewnętrznym podobieństwen do niego tego Ursusa 4011, jakaś współpraca, czy licencja ?
No i gwaiazda, to Zetor 25A ! Te wysokie smukłe koła i ten odgłos jego uruchamiania . . . tego nigdy nie zapomnę, te ptky, ptky, ptky . . .