• Ten serwis używa "ciasteczek" (cookies). Korzystając z niego, wyrażasz zgodę na użycie plików cookies. Learn more.
  • Szanowny Użytkowniku, serwisy w domenie modelarstwo.info wykorzystują pliki cookie by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Pytanie

#1
Mam takie pytanie do znawców / bez ironii/ ,by nie obciążać wątku o Oi2/: Moje zbiory fotografii kolejowych zawierają kilka tysięcy pozycji, w tym na pewno ponad 1000 kupionych od właścicieli, wiele " skradzionych" z internetu lub zeskanowanych z różnych materiałów / zbieram ponad 30 lat/ , o nielicznych własnych nie wspomnę. Chciałbym w ograniczonej formie je komuś przekazać w formie elektronicznej , czy moje postępowanie jest poprawne ? Czy też mam je sobie wsiąść do grobu ? / no nie jestem taki stary ale nigdy nie wiadomo/ . Nie mam przecież zgody autorów.
 

Sklejacz

Aktywny użytkownik
#2
W wypadku kupionych przez siebie lub własnoręcznie wykonanych problemu nie ma żadnego bo Ty jesteś dysponentem praw majątkowych do zdjęć.
W wypadku zeskanowanych lub ściągniętych z internetów możesz o ile nie będziesz ich sprzedawał.
 
OP
OP
Domremy
#3
Nie chodzi o sprzedaż tą wykluczam, czy też nawet o skutki prawne, tylko o to czy to jest w porządku w zakwestionowanym tu sensie moralnym, przecież ten nieliczny który dostanie moje materiały już takich samych nie kupi a to jest cwaniactwem / w pewnym sensie/.
 

Sklejacz

Aktywny użytkownik
#4
Jakiś czas temu byłem na spotkaniu z Jackiem Dehnelem, organizowanym w Muzeum Historii Fotografii. Dehnel choć znany głównie jako pisarz jest też kolekcjonerem starych zdjęć. Przewinął się też temat praw autorskich i majątkowych i podejścia kolekcjonerów. Owszem, są tacy którzy uznaliby to za niemoralne i są trochę jak Ci kolekcjonerzy z komedii Vinci Machulskiego. Trzymali by wszystko w szufladzie pod kluczem i nikomu nie pokazywali. Nie mniej to jest mniejszość. Większości jednak zależy na obrocie tymi zdjęciami, bo tak można dotrzeć do kolejnych osób które coś o tym zdjęciu wiedzą. Im więcej o zdjęciu wiadomo tym większa jego wartość. Tak samo im częściej pojawia się w publikacjach czy na wystawach, im jest lepiej znane tym jest bardziej wartościowe. Sam Dehnel swoje zbiory sukcesywnie publikuje online by były dostępne dla wszystkich.

Nie mnie oceniać Twoją moralność - sam musisz o tym zdecydować :p

Dla mnie osobiście, wbrew pewnym przytykom o cwaniactwie nie zależy na zdjęciu per se, ale na informacji jakie ze sobą niesie. A to czy zdjęcie parowozu będzie oryginalną odbitką czy tylko skanem z ebaya lub gazety, ma znaczenie drugorzędne. A też to, że moja biblioteka multimedialna zawiera pierdyliard zdjęć w formie elektronicznej nie znaczy, że nie kupuję zdjęć "fizycznych" (choć dotąd nie kolejowe) czy książek/albumów.
 
OP
OP
Domremy
#5
Ja jestem numerkowcem i o ile to możliwe w każdy dostępny sposób uzupełniam swoje zbiory, skanuję wyłącznie z ksążęk i wydawnictw które kupuję, czasem usuwam moim zdaniem niepotrzebne widoczki czy o zgrozo znaki autora, a nawet przeskanuję kupione zdjęcia i wywołuję je do formatu 10 na 15. Chyba jednak spłoną one razem ze mną na stosie po niespodziewanej wizycie hiszpańskiej inkwizycji ;)/.
 
Ostatnio edytowane:

Terebesz

Znany użytkownik
#6
Gubimy się. Jedna rzecz to to, czego MY byśmy chcieli, druga dobry obyczaj, trzecia prawo polskie i międzynarodowe, czwarta - reguły przyjęte na Forum. Cały ten spór pokazuje, jak daleko prawodawstwo pozostało w tyle za rozwojem techniki cyfrowej. Moja sugestia - absolutnie nie wyczerpująca zagadnienia - to zdrowy rozsądek, czyli zastosowanie zasady ewangelicznej "cokolwiek chcielibyście, aby ludzie wam czynili, i wy tak czyńcie" lub w doprecyzowanej wersji Kantowskiej "postępuj tylko według takiej zasady, co do której chciałbyś żeby stała się prawem ogólnym"
 

Podobne wątki